IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Saint-Denis

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Master Yoda
Admin
avatar

Liczba postów : 179
Join date : 04/05/2015

PisanieTemat: Saint-Denis   Sro Cze 10, 2015 9:34 pm

First topic message reminder :

Gmina położona na przedmieściach Paryża. Tutaj też znajduje się miasteczko Saint-Denis. Dość zaludniona mieścina słynie przede wszystkim ze wspaniałej Bazylikii Saint-Denis a także boiska do gry w piłkę nożną Stade de France. Znajduje się tutaj także wiele akademików, pobliskich Paryskich uczelni.
~
MG

Garganta otworzyła się tuż nad stadionem który akurat w tej szczególnej chwili nie był używany. Czwórka Arrancarów stała w powietrzu, około 30m nad murawą stadionu.-Wrócić chyba umiecie. Doniesiono mi że Masato znajduje się w akademikach na południe stąd, to niewysoki rudzielec, ponoć można go rozpoznać po chuście na głowie. Zresztą na pewno sami dacie sobie z tym radę...-Powiedział niepewnie, po czym skinał na pożegnanie trójce numeros a garganta zamknęła się tuż za nim. I co teraz pocznie trójka Arrancarów pozostawiona sama sobie w ludzkim świecie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Master Yoda
Admin
avatar

Liczba postów : 179
Join date : 04/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Czw Lip 09, 2015 12:28 pm

MG

Beritra pognała na łeb na szyję w kierunku towarzysza broni, oczywiście rzecz biorąc kiedy ten leżał i zażywał kąpieli słonecznej, Beritra biegła. A różnica w szybkości między nią a Ezkiem była na tyle duża że oboj odczuli to w postaci wolno płynącego czasu. Dodatkowo Beritra która dotarła na miejsce czuła się jak osoba która zaraz płuca wypluje. W tym czasie Dolores bawiła się całkiem dobrze. Widząc dziewczynę w żałobie i rozpaczy zrobiła to co każdy arrancar zrobiłby na jej miejscu i przypierdzieliła jej z cero. Arrancar na szóstkę! W każdym razie użyte cero pochłonęło całą dziewczynę a nie tylko dolne partie jej ciała(a to ci psikus). Cios z takiego bliska zdecydowanie musiał zaboleć i faktycznie! Gdy tylko Dolores przestała się wypróżniać z energii duchowej zastała nagą przeciwniczkę(hehe, to nie manga, ciuchy nie mają +300 do wytrzymki) z licznymi ranami i ogólnie pokrwawioną. Patrzyła na Dolores z nienawiścią w oczach i ruszyła na ataku, w jej dłoniach pojawiła się lina która błyskawicznie wystrzeliła i owinęła się wokół szyi arrancarki, wrogo nastawione dziewczę zaczęło ładować jakiś promień na krańcu palca który z całą pewnością planowała wystrzelić w numerosa.

Czas na odpis: 12.07 godzina 12:00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ezequiel
Números
avatar

Liczba postów : 27
Join date : 31/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Czw Lip 09, 2015 1:53 pm

Gdy Beritra wreszcie do niego dotarła, widać było że pędziła na złamanie karku. Dobrze tyle że nie zaczęła mu tu pluć kawałkami swoich płuc, bo sprzętu to on nie miał, żeby jej pomóc.


Następnie wyciągnął paczkę, wyłuskał papierosa i odpalił, zaciągając się. Przeszedł do pozycji siedząco-kucznej, wpatrując się gdzieś tam w horyzont. Dopiero po chwili zerknął swymi złocistymi ślepiami na przedstawicielkę płci pięknej.
- A wiesz... takie tam. - odpowiedział na luzie, zakręcając nadgarstkiem młynek przed sobą. Ponownie zamilkł, próbując ułożyć myśli w jakąś sensowną całość. Gdy ta sztuka mu się udała, odruchowo wyciągnął papierosy w stronę Beritry, coby się poczęstowała.
- Skąd kurwa miałem wiedzieć, że ten cały Masato jest taki słaby? - zaczął, widać było że jego nerwy są w strzępach. Załamanie mieszało się ze złością. - Mówił, że nic im nie zrobimy, no to sprawdziłem. I teraz leży bez głowy w gównie po pas... tak jak i ja. Jestem już trupem, cholernym trupem. Yamal-sama zrobi mi z dupy jesień średniowiecza. Więc jeśli nie chcesz się dołączyć, to radzę ci iść szukać szczęścia, gdzie indziej... pomóż Dolores, albo co. A właśnie gdzie ona jest? Tylko mi nie mów, że walczy z tą od tego dużego reiatsu. Powinnaś jej pomóc. - skończył użalanie się nad sobą i ponownie wbił wzrok, gdzieś przed siebie, pociągając co i raz nieco nikotyny.
Co miał teraz począć? Co myśleć? Jak żyć, ja się pytam?! I gdzie są te cholerne pieniądze za las... tyle pytań, a tak mało odpowiedzi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beritra
Números
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/05/2015
Age : 26

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Czw Lip 09, 2015 3:13 pm

Dostała zadyszki - normalne przy takiej pogoni. Ezequiel był od niej dużo szybszy, ale nie mogła na to nic poradzić. Jeszcze przez chwilę oddychała szybko i bez ładu, po czym przypomniała sobie, że przecież musi skupić się na oddychaniu. "Świadome oddychanie pomaga w utrzymaniu tempa i w odpoczynku" - szkoda że nie pomyślała o tym podczas pościgu.
W końcu jednak kiedy jej oddech się unormuje, poczęstowała się podanym papierosem, złapała go w zęby i podsunęła medykowi by odpalił, mając równocześnie nadzieję, że nic się z ogniem nie stanie.
Wysłuchała go starając się być spokojna, choć gdzieś po drodze przeszła ją ochotę aby walnąć mu z liścia za to jak się rozkleił.
- Ivlis była z nami. Jeśli jest taka na jaką wygląda to nie powinna karać Dolores za to co zrobiłeś ty - rzekła choć nie bardzo wierzyła w te słowa. Widząc wcześniejszą chęć rzucenia się w wir walki swojej towarzyszki, Beritra miała wrażenie że pewnie już zajadle walczą na śmierć i życie. Trudno... Nie rozwijała również tego wątku. Ezek był dostatecznie zestresowany sytuacją w jakiej się postawił, po co miała mu mówić o dziwnych umiejętnościach dziewczynki? Poza tym wierzyła w Dolores choć nie znała jej zbyt dobrze. Powinna sobie poradzić.
Zaciągnęła się papieroskiem i powoli wypuszczając dym spojrzała w stronę z której przybiegła. Patrzyła gdzieś w horyzont.
- Nie mówiłeś przypadkiem, że jesteś medykiem? - spytała arrancara po czym postanowiła podzielić się tym co jej właśnie przyszło do głowy
- Może by tak zabrać to co z niego zostało i poskładać do kupy? Przynajmniej nie będzie stawiać oporu, a jak dojdzie do siebie, to przecież zadanie będzie wykonane. Prawda?
Była jeszcze jedna istotna rzecz którą warto byłoby poddać dyskusji...
- Czekali na nas. Znali Dolores, przynajmniej z imienia, ale je znali. Radze wyciszyć reiatsu. Cała ta sytuacja mi śmierdzi... - dodała i jak powiedziała, tak też zrobiła. Skupiła się na swojej energii chcąc wyciszyć ją jak najbardziej i rozejrzała się czujniej niż wcześniej, zaciągając się jednocześnie papieroskiem. Do całej sytuacji brakowałoby tylko tego, żeby ściągnąć na siebie jakiś patrol bogów śmierci. Czarni mogą poczekać, dopóki nie znajdą wyjścia z tej sytuacji, a perspektywa walki z nimi i z Ivlis, której umiejętności nie znają nie bardzo ją cieszyła. Takie atrakcje nie są im na razie potrzebne.

_________________

Nudzisz się? Potrzebujesz MG? Nie przeszkadza ci mój styl pisania? Skontaktuj się ze mną, a zobaczę co da sie zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dolores de Rivera
Números
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 31/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Pon Lip 13, 2015 8:10 pm

Eeee.... Tak, to chyba była twarda sztuka. I chyba rozzłościła lwa. A to oznaczało, ze zapewne chce ją zabić i nie musi się zbytnio powstrzymywać. Chciała przeżyć, a nie sądziła, że unieszkodliwianie jej będzie takie upierdliwe. Dała się złapać i to było kłopotliwe. Nawet może drobny błąd, że nie dopilnowała, żeby tak się nie stało, ale trudno. Błyskawicznie sięgnęła po zana wklepując w ostrze dośc sporo reiatsu chcąc mieć absolutną pewność, że przetnie linę i w porę użyje sonido gdzieś za nią. A przynajmniej blisko niej. Chciała ją mieć na wyciągnięcie miecza. Miecza, którym zamierzała wtedy od razu zrobić krzywdę rąbiąc z góry w jej rękę, z której obecnie ładowała skilla dalej licząc na to, ze dodatkowe reiatsu zrobi swoje. Nie może jej lekceważyć. Twardy orzech z niej. Nie mniej problem pojawi się wtedy, kiedy nie da rady się uwolnić. Przede wszystkim liczy sie to, czy da radę uskoczyć. Jeżeli jest to typowa lina to powinna wyczuć. Jeżeli coś, co elastycznością jest jak pręt to może mieć problem. Przede wszystkim stara się przenieść sonido w bok po okręgu. A jeżeli to nie będzie możliwe to cóż - używa hierro zagęszczając tyle reiatsu ile może i nie zostanie nic innego jak przyjecie ataku na klatę. Bo wtedy co zrobisz? Nic nie zrobisz? Nie mniej jeżeli da radę uniknąć ataku drugą metodą stara się przeszarżować w jej stronę z wyciągniętym zanem i pchnąć ją w klatkę piersiową dalej jednak uważając, by nie wycastowała w nią czegoś gorszego. Wtedy stara się odskoczyć w bok (najbezpieczniejszy) i zejść z drogi a w najgorszym wypadku znowu posiłkuje się sonido. Byle przeżyć. I gdzie jest kurna reszta!?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Master Yoda
Admin
avatar

Liczba postów : 179
Join date : 04/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Pon Lip 20, 2015 8:38 pm

MG

Dolores: Dolores zdążyła wyciągnąć zana i ciąć przez linę przerywając ją. Niestety uniknięcie pocisku ie było już mozliwe i oberwała nim w klatkę piersiową. Bardziej niż ból, numerosowi doskwierała temperatura. parzyło jak jasna cholera, na dodatek oczy zaszły mgłą, to był dość mocny atak, a kiedy Dolores dała radę unieść nieco głowę, dostrzegła że jej klatka piersiowa świeci się jak tęcza. Fajnie nie? W każdym razie wroga dziewoja nadchodziła powoli z furią wymalowaną na twarzy, widocznie chcąc zrobić z De Riverą mniej więcej to, co Ezekiel z celem misji.

Ezekiel & Beritra: W tym czasie randkę Beritry i Ezekiela przerwało pojawienie się dwóch punkcików i ledwo wyczuwalnego Reiatsu. Coś się do niech zbliżało od strony Przeciwnej niż Dolores i Ivlis, aczkolwiek widocznie próbowało się ukryć. Niestety nie było tutaj zbyt wielu miejsc na to pozwalających więc mimo wszystko Ezek i Beritra odnotowali pojawienie się prawdopodobnie dwóch nowych osobistości na terenie Saint-Denis.

//A teraz samowolka bo fabuła czy coś, Zenke waruj.//
//Dolores: Czas na odpis - 23.07 godzina 21:00//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ezequiel
Números
avatar

Liczba postów : 27
Join date : 31/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Pią Lip 24, 2015 7:42 pm

[Kupo-post]

Spojrzał na Beritrę jak na idiotkę. Ale z drugiej strony - skąd miała wiedzieć?
- Ta, jestem medykiem, tylko wiesz... - zaciągnął się i wypuścił z ust siwy dym. Następnie przyłożył dłoń do jej głowy. - Jak myślisz, co się stanie, jeśli teraz wystrzelę cero? - trzy sekundy do namysłu. Bip-bip, koniec czasu. - Z jego głowy nie ma co zbierać, znaczy, próbowałem, ale wiesz jak to jest, raczej kawałki mózgu i czaszki zebrane do kupy nie ożywią go. A Yamal-sama nie będzie zadowolony z truchła bez głowy. - więc to tak jakby gówniana sytuacja. Fakt, mogli wziąć trupa i liczyć, że może się na coś przyda, ale rozkaz był jasny: Masato miał być żywy. Ale nie jest, czyli pies pogrzebany.
Ezekiel zamyślił się na chwilę.
- Ta, ten gnojek wspominał, że się nas spodziewali, znaczy, że Dolores ma do niego przyjść. Ale coś nie wyszło, bo ja przyszedłem wcześniej. Ponadto straszył mnie kimś jeszcze, że niby może tu wparować głównodowodzący bogów śmierci, czy coś... no cóż, to raczej była zwykła ściema, by mnie nastraszyć, ale faktycznie coś tu jest nie tak. A to oznacza, że Pepe-san nam o czymś nie powiedział, bo to coś 'grubszego', czy coś. - dopalił papierosa, po czym przycisnął go do ziemi, gasząc na dobre.

W ten, pojawiło się źródło reiatsu. Słabe, ale wyczuwalne. Shinigami.
- Mamy gości. - burknął, chwytając za swojego zana i stawiając się na równe nogi. Następnie przy pomocy sonido wystrzelił do góry i przemierzył (nie spiesząc się, by nie nadwyrężać nóg, które dopiero co odpoczęły) kilkanaście/kilkaset metrów, by po chwili stanąć w powietrzu na 'niewidzialnym' podłożu. Nie ukrywał swojego reiatsu, ponadto był dobrze widzialny.
- WYŁAŹCIE Z UKRYCIA, gnojki. - wrzasnął, drapiąc się rękojeścią katany w głowę. Tylko ich tu brakowało. Jeśli faktycznie Kenji mówił prawdę, to mogli tu przyjść po niego, a na to pozwolić nie mógł.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beritra
Números
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/05/2015
Age : 26

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Wto Lip 28, 2015 10:32 pm

[Z mojej strony też kupopostek, ponieważ przez tyle czasu zdążyło mnie wybić z rytmu...]

- Och... - wyrwał jej się ten jakże elokwentny komentarz na wzmiankę o tym co się tam stało. Cero prosto w łeb? Nie...nawet jak dla niej na pewno nie byłoby to przyjemne.
- Sprowokował cie czymś konkretnym? - zapytała spokojnie zaciągając się kończącym się już papieroskiem. Żałowała trochę, ze nie poszła za nim od razu. Gdyby nie czekała na Dolores, która i tak robiła co się jej podobało, to być może teraz nie byłoby tej sytuacji. Ale tak czy siak...
- Na twoim miejscu bym sie nie przyznała Yamalowi - dodała z lekkim uśmieszkiem.
Wtem jednak medyk wspomniał coś o gościach. Tak, wydawało jej się, ze coś czuje, ale nie zwracała na to zbytniej uwagi. Nie szanowała ukrywających się szczurów, więc nie zwracała na to uwagi. Nawet kiedy Ezequiel wystrzelił w powietrze, ona tylko położyła dłoń na rękojeści swego miecza i obserwowała medyka w powietrzu, nie zapominając o tym, aby pozostać czujną na wszystko co dzieje się w pobliżu. Nie odzywała się - dopóki ich oczy jej nie zobaczą (a wcale się nie ukrywała, bo przecież siedziała tam gdzie wcześniej), to również nie powinni wyczuć jej reiatsu, ponieważ Beritra bardzo dokładnie wyciszyła swoją energię. A przynajmniej tak jej się wydawało, wiec tylko ktoś silniejszy od niej mógł ją wyczuć.

_________________

Nudzisz się? Potrzebujesz MG? Nie przeszkadza ci mój styl pisania? Skontaktuj się ze mną, a zobaczę co da sie zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ikkan Numachi
Członek Dywizji
avatar

Liczba postów : 22
Join date : 31/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Sro Lip 29, 2015 6:52 pm

Są rzeczy których Ikkan nie lubił. Jak każdy prawda? Nie ma człowieka ani Shinigamiego, który lubił by wszystko. Dla przykładu taka papryka o. Ikkan nie lubił papryki równie bardzo jak nie lubił problemów. No a Arrancarzy byli zdecydowanie problemem. Papryką trochę też, ale problemem. W każdym razie byli niczym papryka w jego rosole, niczym gwóźdź w jego stopie niczym... gruby murzyn w jego przyszłej dziewczynie. To zdecydowanie nie było fajne. Arrancary zdecydowanie nie były fajne. Ten jeden który właśnie się do nich pierdzielnął za pomocą Sonido, nie był fajny. Zdecydowanie nie był fajny. Najchętniej wypchnałby Hizena a sam uciekł gdzieś daleko, ale szansa na to że przeżyją kiedy będzie z nimi rozmawiał Hizen wynosiła -20. A kiedy będzie rozmawiał Ikkan, to było tylko -19, więc prosta matematyka, -19 dawało zdecydowanie większe szanse przeżycia.-Sempai, lepiej tu zostań i udawaj konewkę.-Powiedział do schowanego za pobliskim drzewem Hizena, a sam użył Shunpo co by znaleźć się jakieś 15m od Arrancara.-OMYGY Arrancar, pierwszy w tym sezonie. Kapitan Numachi z XIII oddziału. To twój ostatni dzień wśród żywych przebrzydły Arrancarze!-Powiedział Ikkan po czym nagle pstryknął palcami.-Cholera, ale przecież zostawiłem rosół na gazie. Słuchaj, może załatwimy to ugodowo i będziemy udawać że się nie widzieliśmy? Mnie się nie śpieszy do walki z jakimś podrzędnym arracarem, a tobie pewnie do walki z kapitanem. Więc jak, stoi?-Zapytał Arrancara, gotów w każdym momencie wykonać unik i uważając na swoje plecy. Miał nadzieję że ogarnie jednocześnie oba kierunku, musiał się tylko skupić i od czasu do czasu spojrzeć za plecy. Zresztą gdyby Arrancar zniknął mu z oczu, to Ikkan skieruje się z pomoca Shunpo a dół. Nigdy nie atakowali od przodu. Front lub tył, tył lub front, więc najbezpieczniej uciekać na dół.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beritra
Números
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/05/2015
Age : 26

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Wto Sie 04, 2015 10:56 pm

[w takim razie skoro możemy fabulić, to jedziemy z tym koksem!]

Beritra siedziała sobie tam gdzie wcześniej i obserwowała...W końcu jednak uznała, że już jej się nie chce siedzieć cicho i wybuchnęła niepohamowanym śmiechem. Tak...zaczęła wręcz tarzać się w trawie ze śmiechu.
Trwało to chwilę, ale w końcu udało jej się ogarnąć na tyle, żeby wydobyć z siebie jakieś słowa.
- Kapitan?! Chyba sobie jaja robisz! - wykrzyknęła wciąż śmiejąc się pomiędzy wierszami. Tak...dobrze wyczuwała jego energię duchową i wcale nie przypominała ona energii kapitana. Albo tak dobrze sie z tym krył, ale po prostu blefował. Oczywiście Beritra uznała, ze bardziej prawdopodobna jest druga opcja. Przecież gościu miał na sobie zwykły mundurek bogów śmierci, a głupia nie była i wiedziała że kapitanowie obnoszą się swoją pozycją nosząc białe haori.
Wstała, bo w końcu udało jej się całkiem opanować swoją wesołość, jednak nie dołączyła do nich w powietrzu. Wolała przebywać na ziemi, tutaj zawsze miała pod ręką coś, co mogłaby użyć. Szczególnie, że niedaleko były drzewa...
Szybko przeanalizowała jego słowa dochodząc do wniosku, że Shinigami nie zamierza walczyć. Czuła ze są dwie opcje, albo jest sam i potwornie boi się medyka, albo mu zabroniono wdawać się w bójkę.
- Kapitan, też mi sobie - prychnęła pod nosem po czym znowu skupiła się na reiatsu występującym w pobliżu chcąc upewnić się czy ten osobnik jest sam, czy też z kimś. Wątpiła, żeby czarnuchy wysłały na pogadankę z arrancarami jednego pionka.
- Skoro zostawiłeś rosołek na gazie, to powinieneś zmykać. Inaczej nici z obiadku... - rzuciła mimochodem rozglądając się wokół i znowu kładąc dłoń na rękojeści swojego miecza, choć jakoś nie bardzo miała ochotę walczyć z tym bogiem śmierci. Zauważyła, że miał dosyć ładną buźkę, szkoda by było ją pokiereszować...

_________________

Nudzisz się? Potrzebujesz MG? Nie przeszkadza ci mój styl pisania? Skontaktuj się ze mną, a zobaczę co da sie zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yumiya Tsukishiro
Członek Dywizji
avatar

Liczba postów : 26
Join date : 05/06/2015

PisanieTemat: O    Czw Sie 06, 2015 8:03 pm

Wraz z porucznikiem drugiego oddziału Yumiya popełniła do Saint-Denis. Zacisnęła wargi i przyspieszyła kroku, starając się nadążyć za towarzyszką. Wyciszyła również swoje reiryoku najbardziej jak mogła, a jednocześnie starała się wyczuć wrogą energię. Chciała ocenić siłę i ilość przeciwników nierzucając się jednocześnie w oczy.
Była przygotowana na rozkazy i dobycie swojego miecza. Obserwowała także poczynania Ikkana, ale jak na razie wolała nie podejmować żadnych akcji na własną rękę, niemniej była w pogotowiu. Skryła się za jakimś winklem albo drzewkiem (czy co tam było). Zwarta i czujna. Wzrokiem namierzyła także Hizena.
Czekała na rozkazy wiedząc, jak niesubordynacja byłaby niewskazana. Jednak gdyby Arrancarzy uznali, że zaatakują Ikkana, jest gotowa ujawnić się, aby odwrócić uwagę wrogów i dać szansę Bogom Śmierci na wyelimonowanie przeciwników. Ale nie robi niczego głupiego, tudzież sprzecznego z rozkazami.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Yumiya Tsukishiro dnia Nie Sie 09, 2015 10:29 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ōzura Hizen
Członek Dywizji
avatar

Liczba postów : 22
Join date : 01/06/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Nie Sie 09, 2015 6:51 pm

Hizen stał za drzewem czy gdzie tam miał być i gdy Ikkan podjął decyzję o wyjściu z krzaków Ōzura nic o tym nie wiedział. Ba nawet by o tym nie pomyślał. Nieznajomi mogli ich wyczuć, mogli ich dostrzec ale to raczej nie pozwalało na wyjście z “kryjówki”.
- Spooo... -zaczął, ale przerwał bo zobaczył jak jego towarzysz podszedł do nieznajomych i zaczął z nimi rozmawiać. Znaczy chyba z nimi zaczął rozmawiać, bo w sumie Hizen nie słyszał co tam się dzieje…
Ōzura był wkurzony na Ikkana do takiego stopnia, że nawet nie zauważył, że pojawiło się ich wsparcie. Hizen swój wzrok oraz wszystkie swoje zmyły skupił na knypku, który sobie gdzieś poszedł. Tak, być może coś mówił o tym wielkoludowi, ale kto by słuchał mniejszych, skoro ledwo ich widać? No właśnie...

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ezequiel
Números
avatar

Liczba postów : 27
Join date : 31/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Sob Sie 22, 2015 10:42 pm

]

Kapitan!? ŁOOOOO KURRRR... a nie, zaraz, Bercia ma rację. Nie śmierdzi jak Kapitan. Za mało energii od niego czuć, chyba że tak dobrze ją kryje. Poza tym niezbyt się nosi jak kapitan, bo ci mają te białe... haori, tak? Haori. No, chyba że i tu nastapił psikus w postci zgubienia swojej garderoby. Ez myślał i myślał nad tym, lustrując cudaka przed sobą i wreszcie olśniło go - gdyby to był kapitan, to nie puściłby ich wolno! No oczywiście. Jaki shinigami takiej rangi pozwala hasać swojemu największemu wrogowi wolno i robić co chce? Chyba tylko idiota.


- Przymknij dziób, namiastko boga śmierci. Jeśli jesteś na tyle odważny próbując wepchnąć nam taki kit, to powinieneś się przygotować również na odrąbanie łba. - Ez nie lubił jak robi się z niego idiotę. Nie tak dawno pewien człek zrobił z niego idiotę, przez co wyszedł na jeszcze większego... tak się nie robiło. A Ikkan ewidentnie miał ryj takiego śmieszka.
- Gdzie karaluchy, z którymi przyszedłeś? Lepiej niech wyjdą, chyba że wolą patrzeć na twojego trupa... - czarnowłosy liczył w myślach do 10, jednocześnie powoli obnażając przed sobą na wysokości twarzy, ostrze katany.
Kątem oka spojrzał na Beritre, pokazując jej ząbki, jakby mówił: 'Zajebie ich, a potem wszystko na nich zwalę', taka była jego odpowiedź na jej pytanie.

[Don nie będzie przez tydzień, więc myślę, że na razie można go olać.
Jaki państwo system preferują? Ten nowy, czy może stary atak/obrona?]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beritra
Números
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/05/2015
Age : 26

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Wto Wrz 01, 2015 11:21 pm

[Ja nie wnikam, póki nie oberwe to nie walcze Razz]

Beritra czekała na reakcje shinigami, który dopiero co to wypłakał że jest rzekomo kapitanem. Wciąż była dosyć rozbawiona i obserwowała sytuację.
- Ezz nie zniszcz mu za bardzo tej buźki, jest dosyć ładna - zawołała wesoło do swojego towarzysza wciąż czekając aż reszta shinigami wyjdzie z ukrycia zaciekawiona i poprawiła swoją fryzurę, żeby dobrze wyglądać.
Dostrzegła uśmieszek medyka i szybko zrozumiała co on oznaczał. Gdyby nie to, że dopiero co jej nerwy dopiero się uspokoiły sama przyłączyła się do niego, ale cóż...była kobietą, wiec miała pełne prawo do tego, aby zmienić zdanie. Teraz miała ochotę na coś innego.
- A myślałam, że wyskoczymy jeszcze gdzieś na zakupy - burknęła do siebie pod nosem, niby to obrażona, niby nie.

[sory za kupopost, ale wypadłam z tej fabuły już jakiś czas temu]

_________________

Nudzisz się? Potrzebujesz MG? Nie przeszkadza ci mój styl pisania? Skontaktuj się ze mną, a zobaczę co da sie zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Saint-Denis   

Powrót do góry Go down
 
Saint-Denis
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Reiryoku ::  :: RESZTA ŚWIATA :: Francja-
Skocz do:  






BlackButler

HogwartDream