IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Saint-Denis

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Master Yoda
Admin
avatar

Liczba postów : 179
Join date : 04/05/2015

PisanieTemat: Saint-Denis   Sro Cze 10, 2015 9:34 pm

Gmina położona na przedmieściach Paryża. Tutaj też znajduje się miasteczko Saint-Denis. Dość zaludniona mieścina słynie przede wszystkim ze wspaniałej Bazylikii Saint-Denis a także boiska do gry w piłkę nożną Stade de France. Znajduje się tutaj także wiele akademików, pobliskich Paryskich uczelni.
~
MG

Garganta otworzyła się tuż nad stadionem który akurat w tej szczególnej chwili nie był używany. Czwórka Arrancarów stała w powietrzu, około 30m nad murawą stadionu.-Wrócić chyba umiecie. Doniesiono mi że Masato znajduje się w akademikach na południe stąd, to niewysoki rudzielec, ponoć można go rozpoznać po chuście na głowie. Zresztą na pewno sami dacie sobie z tym radę...-Powiedział niepewnie, po czym skinał na pożegnanie trójce numeros a garganta zamknęła się tuż za nim. I co teraz pocznie trójka Arrancarów pozostawiona sama sobie w ludzkim świecie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beritra
Números
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/05/2015
Age : 27

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Czw Cze 11, 2015 6:07 pm

Po wyjściu z garganty od razu zaczęła się powoli opuszczać na ziemię. Nie czekała na słowa wskazówki Pepe choć dobrze je słyszała. Gdzieś po drodze znowu prychnęła po czym wylądowała na trybunach stadionu i rozejrzała się i zaczęła sklinać pod nosem
- Co za durny paciulok, nawet nie pokazał jak wygląda. Żeby fraccio privaron espady nie potrafił użyć transmisji, żeby pokazać jak gościu wygląda, no nie mogę...Łoś - marudziła do siebie nie zwracając uwagi na to czy ktokolwiek ją słyszy. Po chwili jednak skupiła się na pobliskim reiatsu ciekawa czy owy 'on' ma choć zwiększoną energię duchową skoro tak bardzo go potrzebują w Las Noches...

_________________

Nudzisz się? Potrzebujesz MG? Nie przeszkadza ci mój styl pisania? Skontaktuj się ze mną, a zobaczę co da sie zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ezequiel
Números
avatar

Liczba postów : 27
Join date : 31/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Czw Cze 11, 2015 8:48 pm

Ezekiel ruszył zaraz za Beritrą, woląc nie kusić losu, w końcu był medykiem, a nóż zrobi coś głupiego? Kobiety tak miały, że jak coś nie szło po ich myśli to straszyły okolice swoimi humorami. Zaś nasz bohater nie chciał żadnych ofiar wśród swoich, przynajmniej na razie, skoro mieli wykonać zadanie we trójkę, toto zrobią.


- No już, już, myślę, że Pepe-san nie miał niczego złego na myśli. W końcu jest przybocznym Yamal-sama, stanowisko zobowiązuje. - starał się jakoś uspokoić dziewczynę, ale chyba nie zdawał sobie sprawy, że to może zadziałać jak gaszenie ogniska kanistrem benzyny. No cóż, głupi on, niedoświadczony, ale przynajmniej będzie wiedział na przyszłość.
Następnie rozejrzał się dookoła i westchnął. Stadion nie robił na nim wrażenia, to już sala tronowa była większa.
- Skoro cel jest w akademiku, który z kolei jest na południe stąd... to trzeba się udać na południe. Prawda? - te słowa ponownie skierował do Beritry. Wiedział, że to niby zadanie Dolores, ale jakoś tak nie wierzył jej do końca ze względu na tą próbę ochrony miasta. A co jeśli z 'zielonych'? I wszystko potem skameruje kamerą, a następnie skieruje sprawę do sądu? Jak nic Las Noches się nigdy nie wypłaci. A przecież Yamal był znany ze swej zachłanności, lepiej nie myśleć, co by to było.
- Panie pozwolą, że zrobię mały rekonesans, może się przechwalam, ale jestem dosyć szybki. Jak coś znajdę, to od razu Was poinformuje. W końcu jestem tylko medykiem. - zaakcentował ostatnie zdanie, sugerując, że nie został stworzony do walki - co nie jest prawdą - a następnie przekręcił torbę naramienna na swoje tyły. W drugiej kolejności wetknął dłonie do kieszeni portek, jednocześnie jednym łokciem dociskając ramię pakunku do ciała, by przypadkiem nie spadł. Ostatnią rzeczą jaką zrobił to pobudził reiryoku w swoim ciele i wystrzelił jak z procy w stronę południa. Rzecz jasna przy pomocy sonido.
Jak się już znajdzie na miejscu, to wyląduje na placu/czy gdzie tam przed wspomnianym akademikiem i zacznie się rozglądać w poszukiwaniu rudego czerepu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beritra
Números
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/05/2015
Age : 27

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Pią Cze 12, 2015 1:43 pm

Posłała bogu ducha winnemu Ezowi piorunujące spojrzenie. Uspokajanie Beritry? Lepiej jej dać coś na czym sie może wyżyć, bo słowami to tylko do tej pory potrafiła ją jedna osoba uspokoić. Nie odezwała się jednak, ale w zamian za to z jej gardła wydobył się głęboki warkot, taki sam jak sie wściekała będąc w trakcie swojego ressurection. To nie wróżyło dobrze. Spojrzała w górę czekając na Dolores i chodząc w kółko, zastanawiając się przy tym czy przypadkiem czegoś nie rozwalić zanim ta pojawi się obok - wszak chyba ona jedna jedyna była przeciwna ogólnej demolce, więc możliwe że dzięki temu Beritra powstrzyma swoje destrukcyjne zapędy. Ale przecież demolka nie była zła prawda? Może dzięki rozwaleniu kilku budynków pojawią się shinigami, to wtedy przynajmniej jakaś rozrywka będzie...
Już chciała wyrazić swoje niezadowolenie z powodu obijania się dziewczyny - w końcu chciała już rozwalać, walczyć albo kogoś poturbować, kiedy to Ezequiel zapytał ją o chyba najbardziej oczywistą rzecz na świecie.
Spojrzała na niego z lekkim zdziwieniem.
- Że co? Ach tak...jak południe to południe... - rzekła nieco zmieszana tym nagłym pytaniem doszukując się w nim drugiego dna. Czyżby pięćdziesiąty dziewiąty uznał że jest bardziej godna zaufania w kwestiach przywódczych, niż Dolores, której to zadanie wyznaczono? E nie...to niemożliwe - pomyślała, jednak jej foch nieco zmalał.
- To idź ja poczekam na Dolores, potem dołączymy do ciebie. Nie morduj rudych... - rzuciła zanim ten zniknął jej z oczu, a kiedy to zrobił znowu spojrzała na niebo oczekując arrancarki. W sumie mogłaby sobie iść i nie musiałaby na nią czekać. Przecież na pewno by ich znalazła. Jednak jakoś to była ich pierwsza poważniejsza wspólna misja i nie chciała sie pogubić już na początku. Nawet jeśli to ten przeklęty Pepe-srepe ich wysłał...

_________________

Nudzisz się? Potrzebujesz MG? Nie przeszkadza ci mój styl pisania? Skontaktuj się ze mną, a zobaczę co da sie zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dolores de Rivera
Números
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 31/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Wto Cze 16, 2015 5:18 pm

Zamyśliła się. Leciutko, jednak to przełożyło się na czas oczekiwania na Dolores. Dawno tu nie była. W zasadzie nie była w stanie stwierdzić, jak dawno, zaś próba przypomnienia sobie czegoś konkretnego z ostatniej wizyty nie skończyła się najlepiej. Miasta jej się zdążyły dawno pomieszać jednak liczyła na to, że instynkt wskaże jej drogę. Więc akademiki na południu. Dobrze. Będąc w powietrzu skierowała wzrok w kierunku południa licząc na to, że coś dostrzeże, po czym jako ostatnia skierowała się w dół pomalutku opadając na ziemię. Została Beritra - drugi z towarzyszy ruszył przodem. - Przepraszam. - odpowiedziała bez jakiejś skruchy jednak stwierdziła, że za ten czas oczekiwania na nią w jakiś sposób się chyba należy. Następnie zaś ruszyła po za stadion kierując się we wskazane miejsce ruszając uliczkami. Liczył na to, że podświadomie ma zakodowaną najkrótszą drogę na miejsce. Się tu przecie bywało. To też ruszyła żwawo nie chcąc pozostawać z rudowłosą zbytnio w tyle. No i nie można pozwolić by cel się przez przypadek gdzieś przemieścił.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Master Yoda
Admin
avatar

Liczba postów : 179
Join date : 04/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Sro Cze 17, 2015 8:49 pm

MG

No i ruszył z kopyta! Nasz Ezek niczym prawdziwy czarnuch w pogoni za antylopą zaczął zmierzać ku celowi/uciekać przed wkurzoną płcią względnie piękną. Z jego talentem pokonanie wymaganego dystansu było dziecinną igraszką. Ba, szczęście zdawało się być dzisiaj drugim imieniem Ezeqiela, bowiem ten na placu dostrzegł siedząc pod drewnianym krzyżem, rudowłosą personę z widocznie wyższym Reiryoku niż można się było spodziewać po człowieku. Mężczyzna brzdękał na gitarze trzymanej w dłoniach. Po przybyciu Arrancara spojrzał na niego z jakąś rezygnacją w oczach.-No cześć. Więc przybyłeś.-Zauważył, pociągając za struny gitary. Nie zdawał się za bardzo palić do... w zasadzie czegokolwiek.

W tymczasie Beritra i Dolores się zgubiły.

//Piszemy po jednym poście.//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ezequiel
Números
avatar

Liczba postów : 27
Join date : 31/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Sro Cze 17, 2015 10:40 pm

Zbił mu ćwieka, naprawdę. Nie dość, że znalazł się całkiem szybko to i jakoś niespecjalnie się tym przejął, w ogóle to przewidywał, że ktoś się pojawi. Cholera, i co teraz? Właściwie to miał zawołać tamte dwie, gdyby coś znalazł. Tylko nie wypada tak teraz dać dyla... a co jeśli ucieknie? Właściwie to mógł jeszcze odkręcić nieco kurek z reiatsu, by dziewczyny go wyczuły. Tak też zrobił.


- T-tak, cóż, widzę, że się mnie spodziewałeś... albo kogoś. Cześć. - pomachał mu łapką, a następnie kucnął tuż przed nim.
- Czyli mam rozumieć, że nazywasz się Masato Kenji? W takim razie rozumiesz też, że będę cię musiał zabrać, bo taki mam rozkaz. Mój przełożony niespecjalnie znosi porażki, więc miło by było gdybyś się nie opierał i po prostu poszedł ze mną... zakładam, że nic ci nie będzie. Zapewne posiadasz jakieś unikalne moce, które mogą się nam przydać. Ale jak wspominałem, nic ci nie będzie. Dopilnuje tego osobiście, słowo harcerza. - a tak naprawdę to on nic nie zakładał. To tylko człowiek, który najpewniej zostanie zabity zaraz po tym jak zostanie wykorzystany, albo co. Jednak łatwiej będzie jak mu zamiesza w głowie i ten pójdzie po dobroci, przynajmniej nie będą się musieli szarpać. Rzecz jasna Ezekiel ani trochę nie zakładał, że jakiś człowiek może mu zagrozić. Nawet jeśli posiada podwyższone reiatsu. Bo przecież takich sporo jest na świecie, no nie?
- Papieroska? Dobre, amerykańskie. - wyciągnął paczkę w jego stronę, jeśli nie będzie chciał, to cofnie rękę i sam się poczęstuje. Następnie odpali i się zaciągnie, wypuszczając siwy dym nad głowę. Przy okazji włączył swój 'radar', skanując tym najbliższą okolicę w poszukiwaniu jakiś innych zagrożeń, ale przecież takich tu nie ma, prawda? Takie przyzwyczajenie.
Na koniec schował fajki tam gdzie ich miejsce i ponownie zawiesił wzrok na swoim celu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beritra
Números
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/05/2015
Age : 27

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Czw Cze 18, 2015 7:54 pm

- Spoko - rzuciła równie krótko na przeprosiny spóźnialskiej i puściła ją przodem. Wyglądała jakby wiedziała gdzie idzie. Sama jednak zwróciła uwagę na to, że medyk poszedł inną drogą. Zastanowiła się chwilę ruszając powoli po czym pozwoliła żeby Dolores zniknęła jej z oczu i zaraz za stadionem skręciła...w prawo! Tak! Wydawało jej się, że z tamtej strony czuje nieco mocniejszą energię niż skądkolwiek. Nie wiedziała do kogo należy, nie znała jeszcze swoich towarzyszy. Może to była jej ignorancja? Nieważne. Musiała jakoś odreagować więc dając swoim emocjom nieco luźniejszą wodzę pozwoliła, aby działo się co ma dziać. Wtedy to właśnie kichnęła głośno i potężnie przez co plunęła kulką ognia. No tak - często jej się to zdarzało kiedy była zła albo sie zapomniała. Nie dbając o to czy coś podpaliła czy nie szła dalej przed siebie rozglądając się ciekawie na wszystkie strony. Może znajdzie coś ciekawego? A może akurat dojdzie do medyka i zobaczy co u niego? Z drugiej strony może właśnie ona znajdzie rudego zioma którego szukają?
Po kilku metrach po kichnięciu zatrzymała sie zamyślona. Chwila...Przecież medyk mówi że sprawdzi teren i wróci na stadion. Może powinna tam na niego czekać?

Nie.
Nie będzie na nikogo czekać i niczym się nie będzie przejmować. Tak dawno nie była w świecie żywych ze miała pełne prawo się zabawić. Może pójdzie na miasto?
Przyspieszyła przy pomocy sonido aby oddalić się od stadionu ale starając się zapamiętać skąd szła żeby w razie potrzeby wrócić i się nie zgubić.

_________________

Nudzisz się? Potrzebujesz MG? Nie przeszkadza ci mój styl pisania? Skontaktuj się ze mną, a zobaczę co da sie zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dolores de Rivera
Números
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 31/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Sob Cze 20, 2015 5:23 pm

No i klops. Nie ta droga? A może pomyliła Saint-Denis z Paryżem albo Lyonem? Kurczę. Ale na południe. Zaraz sprawdzi, którędy powinna jednak iść. A skoro potrzebna jest jej droga na południe, to kieruje się na południe. Nie była pewna, czy medyk trafił na miejsce a jej samej wydawało jej się, że się zgubiła. I to nawet dość mocno. Nie mniej w zasadzie jej się zbytnio nie śpieszyło to i postanowiła lekko zawrócić i pójść drogą, którą wybrał towarzysz nie oglądając się za Beritrą. W końcu nie będzie jej pilnować. Tak czy siak wiedziała gdzie ma dojśc i gdzie to jest więc zostało tylko znalezienie odpowiedniej drogi. Najwyżej sama użyje sonido w stronę południa i tyle po niej będzie. Czas może miała jednak z drugiej strony jak im cel ucieknie. Cóż... Będzie niewesoło.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Master Yoda
Admin
avatar

Liczba postów : 179
Join date : 04/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Sob Cze 20, 2015 5:46 pm

MG

Masato brzdęknął na gitarze, po czym dołożył ją na bok i przyjrzał się Ezekielowi którzy przyszedł nieco bliżej.-Cóż, zakładałem że to będziesz ty, chociaż nie powiem Dolores była by zdecydowanie lepsza. Jest cóż... ładniejsza od ciebie.-Rzucił z przepraszającą miną. On nie lubił w dupke i miał nadzieję że Ezek zrozumie.-W każdym razie tak, Masato Kenji, ja znam ciebie, ty mnie, możemy sobie odpuścić te grzeczności. 15 minut.-Powiedział unosząc palec, by następnie sięgnąć po papierosa.-Cholera nie mam ognia, mógłbyś?-Zapytał, mając na myśli odpalenie zapożyczonego fajka.-W każdym razie, 15 minut. 15 minut mają twoje towarzyszki by pzekonać moją do puszczenia ich. 15 minut mają też inne "strony" na wystawienie swoich roszczeń. Jeśli w 15 minut nic nie przeszkodzi ci w zabraniu mnie ze sobą. Pójdę po dobroci.-Ot taka mała gierka na czas, był zresztą ciekaw jak Ezekiel na nią zareaguje.-Oczywiście możesz próbować uprowadzić mnie siłą, ale nie polecam. Nie wyjdzie ci. Wiem to.-Postukał się palcem w czoło.

Tymczasem Beritra mknąca w kierunku Ezekiela z chęcią niesienia wpierdolu, poczuła nagłe szarpnięcie w okolicach kostki, nastepnie uderzenie twarzą w coś co chyba było domem mieszkalnym, a potem twarde lądowanie na bruku. Niby kurde nie bolało ale kto ją mógł tak traktować!? I dlaczego nie czuła nic poza Reiatsu tego pieprzonego Ezekiela?-P-przepraszam?-Wyjękała osoba za nią, gdy kobieta się odwróciła dostrzegła dziewczynkę która wyglądała na conajmniej zmieszaną, całą tą sytuacją. Z jej dłoni zwisała skrząca się na niebiesko lina, przywiązana do lewej kostki Beritry.-Zaraz powinna być panienka Dolores, więc m-może poczekamy do jej przybycia?-Wyjąkała niepewnie. Po chwili z jednego z zaułków(notabene, od strony południowej, kierując się na północ, that fail) wyłoniła się Dolores, z miną strapionego turysty który chyba, potencjalnie, być może się zgubił, ale na pewno tego nie przyzna.-D-dzień dobry.-Powiedziała dziewczynka, a gdy podniosła głowę by w naturalnym doruchu spojrzeć na rozmówcę(którym powinna być Beritra, bo tylko jej Reiatsu tu wyczuwała) jej pierś przeszyła dziwna wiązka do bólu przypominająca laser. Zabolało, jak cholera. Właśnie coś ją kurde przebiło na wylot.-A-ah... n-nie to.-Wyjąkała dziewczynka, wycelowała w Dolores palcem i kolejny tym razem widoczny, zielony promień wystrzelił w pierś Arrancarci, przebijając ją i całkowicie lecząc poprzednią ranę. Dziewczyna która ich zatrzymała, miała już łzy w oczach. Swoją drogą - ani z jej ataków, ani od niej, nie czuć było Reiatsu. Co za tym idzie Ezekiel nie miał szans wywnioskować że dwie dziewczyny właśnie "Walczyły" o ile można to było nazwać walką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dolores de Rivera
Números
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 31/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Sob Cze 20, 2015 6:26 pm

Przebiło ją na wylot. Luzik. Spoko. Norma... Wat, co?
To nie było coś, czego się spodziewała. A w zasadzie powinna się spodziewać wszystkiego. A się nie spodziewała i to był błąd. Syknęła, robiąc dwa kroki w tył po otrzymaniu ciosu. - Co do... - nie dokończyła, kiedy dalej zdezorientowana dostała drugim laserem. I o ile pierwszy wyrządził jej rany i przysporzył bólu, tak ten zdawał się naprawić to co uczynił pierwszy. Tylko po kiego wała do niej strzeliła by ją później healnąć?! - Kim lub czym u diabła jesteś...? - zapytała nie zważając na jej łzy, nieco chłodno. Była podirytowana. Miała iść sprowadzić jakiegoś typa, a tymczasem nie wiedziała, co się dzieje. Nie czekając na odpowiedź przeniosła wzrok na Beritrę i na linę, która ją trzymała. No, nie wydawało się, żeby zielona miała jakieś dobre zamiary. Przynajmniej nie wyglądało. Ale też chyba nie bardzo jej zależało, żeby się bić. Nie mniej lina jej się nie podobała. Ona też. Dlaczego nie wyczuwała jej reiatsu? Aghr... Ale liny trzeba było się pozbyć, tego strzeliła dwoma balami w nią, nie chcąc zahaczyć dziewczyn. Westchnęła - Wiesz, jesteśmy zajęte, pobawimy się innym razem. - stwierdziła licząc na to, że je puści. Ale może nie puścić i znowu czymś strzelić, tego w razie niebezpieczeństwa jest przygotowana by uskoczyć w bezpieczne miejsce.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ezequiel
Números
avatar

Liczba postów : 27
Join date : 31/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Sob Cze 20, 2015 10:07 pm

Kolejny zonk, znał Dolores. I jeszcze- a nie, już nie trzeba. A to mała cholera, wiedział strasznie dużo.
- Hahaha... - zaśmiał się nerwowo. - Tak, zdecydowanie jest ładniejsza ode mnie. - odpowiedział, wsłuchując się w dalsze słowa swojego celu. Gdy ten sięgnął po papierosa i stwierdził, że nie ma czym odpalić, sięgnął wolną ręką do kieszeni, nie odrywając wzroku. Następnie odrzucił klapkę zasłaniającą knot i odpalił, przysuwając płomień pod jego fajka. Gdy ten już się tlił, ze znanym dźwiękiem zamknął ją i umieścił z powrotem tam, gdzie jej miejsce.
Gdy wspomniał o Beritrze i Dolores, odruchowo skierował swoje wyczuwanie reiryoku w ich stronę, chcąc się upewnić, gdzie są. Właściwie to coś strasznie długo im szło znalezienie tego miejsca, mimo, że dawał im znać własnym reiatsu wydobywającym się ciała. Czyli mówił prawdę?


- Oi, oi, chyba nie chcesz mi powiedzieć, że to wszystko było zaplanowane? Kim ty, do cholery, właściwie jesteś? I jakie inne strony? Mam rozumieć, że nie jesteśmy jedynymi, którzy chcą cię dorwać? - to wszystko brzmiało dziwnie. Co Yamal-sama chciał osiągnąć? Po co mu ten gnojek? I dlaczego nie wysłał też Pepe? No tak, chyba że nie wiedział, że będą jeszcze jacyś 'inni'.
Więc 15 minut. Trochę mało, ale... czy tamte sobie poradzą? Nie to żeby nie wierzył w ich umiejętności, ale własna bezczynność mogła irytować. Szczególnie kiedy cel był jakieś pół metra przed nim i palił sobie poczęstowanym papierosem. Mógł go rzecz jasna trzasnąć w czerep, przerzucić przez ramię i wrócić, ale jego słowa zasiały ziarno zwątpienia. Trochę to głupie, by Arrancar wątpił we własną siłę, ale Ezekiel był inny. Groar.


Po chwili myślenia na jego lico wpełzł tajemniczy uśmiech.
- Mam pytanie. - zaczął spokojnie. - Pachniesz nieco inaczej, ale czy jest szansa, że jesteś Quincy? - zadał pytanie, a następnie umilkł, bacznie mu się przyglądając.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beritra
Números
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/05/2015
Age : 27

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Pon Cze 22, 2015 12:59 pm

Beritra jakby dopiero co wyciągnięta z worka spojrzała ze zdziwieniem na sznurek, który okalał jej kostkę. Gdzieś na czole pojawiła się charakterystyczna pulsująca żyłka, ale pamiętając o tym, żeby w życiu kierować się najpierw rozumem Beritra jeszcze nie wybuchła. Dwa głębokie wdechy później chciała już powiedzieć najbardziej dyplomatyczną kwestię jaka przyszła jej do głowy, kiedy zobaczyła dwie bale mknące w jej kierunku. Pomyślała, że Dolores zwariowała, ale nie miała czasu na nic więcej. Starała się nie poruszać tak na wszelki wypadek, żeby nie wejść w drogę pociskom z nadzieją, że jej nie trafią. Co jak co ale nigdy nie lubiła nimi obrywać, choć było to dla niej całkiem przyjemne - potem zawsze musiała zmieniać przypalone fragmenty stroju...
Nieważne co się potem stanie - czy oberwie czy linka się przerwie, Beritra znowu spojrzy na połyskujący sznurek zastanawiajac się czy to jakiś nowy rodzaj bakudou stosowany przez bogów śmierci, czy może jest to wiązka czystego reiatsu, która złapała ją za noge. Cokolwiek to nie było - było podejrzane. Jedyną energię jaką tutaj wyczuwała, to była jej własna wręcz kipiąca ze złości, oraz ta bijąca od Dolores. Dziewczynka nic, zero, null. Normalnie niemożliwe...
- Eeeee...przepraszam? Za co to? Ja tu tylko sprzątam... - rzuciła starając się aby jej głos brzmiał jak najbardziej niewinnie kiedy oczy płonęły jej prawie żywym ogniem. Jeszcze sie powstrzymywała żeby dosłownie nie wybuchnąć, ale kto wie co się stanie za chwilę? W końcu nie panowała nad sobą w stu procentach...

_________________

Nudzisz się? Potrzebujesz MG? Nie przeszkadza ci mój styl pisania? Skontaktuj się ze mną, a zobaczę co da sie zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Master Yoda
Admin
avatar

Liczba postów : 179
Join date : 04/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Pon Cze 22, 2015 11:58 pm

MG

Dziewczynka która zatrzymała Dolores i Beritre, widocznie nie wiedziała na kim skupić wzrok, przerzucając spojrzenie z jednej Arrancarki na drugą. Wtedy jednak bardziej narwana - Dolores - puściła dwie Baale które to nie dość ze rozerwały linę krępującą Beritrę to jeszcze przypaliły jej nogę i obsypały gruzem. Przechodzący w pobliżu dziadek padł na ziemię zakrywając głowę rękoma.-I-ilvis. W-wybaczcie ale nie możecie iść dalej... chyba... to zależy.-Powiedziała, podając Beritrze dłoń by pomóc jej wstać. Całkiem miło z jej strony.-Wasz kolega rozmawia już z Masato, nie musicie się w-wtrącać. C-chyba że myślicie że może przegrać?-Zapytała, jednak próbowała raczej przekonać tym pytaniem Arrancarki że nie ma się o co martwić i mogą tu zostać razem z nią.

Ezek mógł być bardzo skonfundowany. Bowiem z tego co czuł wynikało co najwyżej starcie pomiędzy dwiema Arrancarcami, bo nikogo więcej w tamtym kierunku nie wyczuwał. Za to Reiatsu Kenjiego czuł, nie wywoływało ono na Ezku nawet gęsiej skróki a co dopiero jakiekolwiek uczucie zbliżone chociażby do strachu, no ale było. I to wyczuwalne, a to już coś.-Myślałem że to już ustalone, Masato Kenji, student.-Pokiwał Ezkowi.-Raczej płynięcie z prądem.-Dodał na pierwsze z pytań Arrancara.-Shinigami, Bounto, Qincy... każdy by chciał, nie każdemu dane, nie każdy wie że chce. Jedni chcą mnie, inni chcą ciebie. Co poniektórzy są tu przypadkiem a jeszcze inni nawet nie wiedzą że tu są. Ezekielu, nie ograniczaj własnego rozumu! Właśnie ja, prawie normalny człowiek rozmawiam sobie przy fajku z Arrancarem, czy jeszcze wczoraj stwierdziłbyś że to możliwe?-Zapytał.-Dlatego w ciągu 15 minut może się tu zjawić nawet głównodowodzący Gotei 13! Tak długo jak dajesz wiarę ewentualnościom, mogę one nastąpić z pewnym prawdopodobieństwem. Poczekajmy.-Kończył fajka.-Fullbringerem.-Stwierdził tylko bez większego zaangażowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ezequiel
Números
avatar

Liczba postów : 27
Join date : 31/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Wto Cze 23, 2015 12:56 am

CO ONE ODPIERDALAJĄ? Przeszło mu przez głowę. Walczą ze sobą? Też sobie moment wybrały, kurwa. Więc nawet nie ma co liczyć na wsparcie z ich strony, Ezekiel będzie musiał zakasać rękawy i jak przystało na polowego medyka, wykonać swą robotę perfekcyjnie niczym chirurg.
- Full... czym? - jeszcze nie spotkał się z kimś takim. Co to miało znaczyć? Ludzie wyprodukowali sobie jakiś nowych żołnierzy, czy co? Za dużo nowości jak na jeden raz.
- Istotnie, gdyby nie rozkaz, po prostu oderwałbym ci głowę. - odpowiedział bez namysłu i jeszcze raz omiótł kątem oka teren wokół siebie. Plac. Dużo miejsca, mało przeszkód, które by mu ograniczały jego prędkość, tylko ten krzyż przy którym siedział rudy. Ale to żaden problem.
Miał czekać? Niby na co? Jeśli rzeczywiście miał przyjść jeszcze ktoś - choć osobiście w głównodowodzącego nie wierzył, gdyż aż tak głupi nie był - to lepiej byłoby załatwić sprawę jak najszybciej za nim się skomplikuje. Im więcej wilków tym gorzej, bo gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta i tak dalej.


- Jestem medykiem, w tym zawodzie cierpliwość jest opłacalna, a wręcz wymagana, jeśli pacjent ma przeżyć. - rzucił kolejne słowa, zastanawiając się co począć. Całą uwagę skupił na Kenjim, lecz radar cały czas działał i wyszukiwał źródeł reiatsu w okolicy, tak na w razie co. - Dobrze więc. Skoro mamy tu tkwić, to rozmawiajmy dalej. Czym są ci fullbringerzy? To twór ludzki, czy może...? - tu urwał, gdyż nie bardzo wiedział co, lub kto, albo jak to się stało, że jest niby człowiekiem, lecz posiada pokłady reiryoku.
- Zapewne nie powinno mnie to obchodzić, gdyż ja tylko wykonuje rozkazy, lecz... - ponownie urwał, by się zaciągnąć porządnie. Nic nie wskazywało, że ma się coś stać. Przynajmniej Ezekiel starał się nic nie okazywać, żadnego niepotrzebnego ruchu ręką, czy tułowiem, żadnego drgnięcia mięśni, mimika również była bez zmian. Dystans dzielący tą dwójkę był niewielki, w końcu nasz bohater kucał tuż przed rudym.
Wypuścił kłąb siwego dymu w twarz Masato celem oślepienia/zdezorientowania go. Dym w oczach to jedno z największych utrapieństw palaczy, nawet jeśli tylko trochę się go dostanie, to nie ma bata - trzeba zamknąć oczy i je przetrzeć. A i nawet bez paru łezek się nie obejdzie. W drugiej kolejności, tuż po dymie poleciała torba z medykamentami, która miała go trzasnąć w czerep - nie dbał o zawartość. W szpitalu było tego pod dostatkiem, więc się po prostu wymieni. Tuż po torbie przypuścił właściwy atak, odkręcając kurek z reiatsu na full, mając nadzieje, że przy okazji wywoła dodatkowe zdezorientowanie (taki 'wybuch' energii z bliska nigdy nie jest fajny). Prawa ręka wystrzeliła w kierunku twarzy/korpusu (zależnie do czego miał bliżej) coby ją złapać i pchnąć do przodu, co zaowocuje jego glebą, bądź przyciśnięciem do krzyża. W tej samej chwili zacznie ładować cero, którego czerwona energia zacznie zbierać w miejsce między dłonią, a twarzą/klatką piersiową, najpewniej ją nieco przypalając.
- Skończmy się macać, ja naprawdę nie mam czasu. - mruknął całkiem spokojnie, pozwalając, by czerwona wstęga się naładowała. Rzecz jasna miał zamiar je wystrzelić. Ale jeśli nie będzie warunków do pełnego naładowania (oponent będzie się chciał wywinąć), wystrzeli to co zdążył nazbierać: - CERO. - dla bezpieczeństwa przekierował nieco energii również do rąk (hierro), coby wybuch nie wpłynął na niego samego, choć nie powinien. Lecz przezorny zawsze ubezpieczony.
Następnie odskoczy w tył i chwyci tą samą ręką za rękojeść katany, lecz jeszcze nie obnażając ostrza. Tym razem radar wykorzysta do zlokalizowania człowieka, bo jakoś nie wierzył w to, że cero go zabiło. Na pewno wywinął się w ostatniej chwili. A jeśli nie? Nie, na pewno dał nogę, doznał jakiś ran, ale uciekł. Nie mogło być inaczej.
Był gotów zrobić prędki unik przy pomocy swojego zajebiaszczo szybkiego sonido, a następnie wyprowadzić kontrę, wyszarpując pogromcę dusz z sayi i tnąc z impetem po skosie, od dołu do góry (czyli od swojej lewej po górne prawo). Ciął najbliższą kończynę, po czym ponownie odskoczył.

yolo.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beritra
Números
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/05/2015
Age : 27

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Wto Cze 23, 2015 12:39 pm

He?

Tak właśnie wyglądała reakcja Beritry na całą sytuację, która właśnie miała miejsce. Widać jednak nie musiała udawać, że nie zna Dolores, skoro dziewczę wbrew pozorom wie kim są dziewczyny. Jeszcze siedząc na ziemi posłała Arrancarce spojrzenie pt "Zariowałaś? Chcesz mnie zabić?" i skorzystała z pomocy dziewczynki. A co jej tam. Na mordowanie dopiero przyjdzie czas, póki co musiała ogarnąć siebie. Kiedy stała spojrzała na swoją sparzoną nogę niezadowolona, że pociski poszarpały jej nogawkę. Znowu będzie miała co robić. A jednak moment w którym pocisk przysmarzył jej skórę był wystarczajaco przyjemny, aby przeboleć zniszczoną nogawkę.
No dobra, teraz należy przejść do konkretów. Dziewczynka się przedstawiła...
- Ilvis...Wygląda na to, że nasz kolega rozmawia z twoim kolegą - rzekła jakby właśnie odkryła amerykę. Na co jeszcze wyglądało? A no właśnie na to, ze dziewczynka wie o wiele więcej niż dziewczyny i ich ekipa dosłownie na nich czekała. Możliwe, ze nawet dokładnie wiedzieli gdzie otworzy się garganta, skoro przecież daleko nie zaszły...
Przejmować się tym czy medyk przegra walkę? Eeee, tam. Beritra nie  z tych. Przegra to przegra, na wuj drążyć? A jak do tego dojdzie, to daleko nie ma. Póki co, niech medyk poczuje się przydatny nie tylko w kwestii leczenia obrażeń ale i ich zadawania. Fakt, że cel miał być żywy był jedyną przeszkodą...
- Co to za trik z tą linką? Ładnie wyglądała... - zapytała dziewczynkę ciekawa czy odpowie. Wyglądała na trochę zakręconą i chętną do rozmowy. Miały wiele ze sobą wspólnego.
- I bez obrazy, ale nie śmierdzisz mi Bogiem Śmierci - dodała po chwili zwracając uwagę na energię dziewczyny, której tak właściwie nie było czuć. I tak by to zostawiła, ale przypomniała sobie jeszcze jedną bardzo ważną rzecz. Jeśli się spodziewali i czekali, to co ukrywają? Kim są?
- Wiedzieliście, że przyjdziemy prawda? Wiecie po co?

_________________

Nudzisz się? Potrzebujesz MG? Nie przeszkadza ci mój styl pisania? Skontaktuj się ze mną, a zobaczę co da sie zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dolores de Rivera
Números
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 31/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Pią Cze 26, 2015 5:21 pm

- Chyba nie rozumiesz dziewczynko. To moja robota. - odpowiedziała, wzbijając się w powietrze, musiała szybko ogarnąć, gdzie ostatecznie doszła i jak daleko jest od miejsca. Co nie powinno być trudne - powinna wyczuć swego towarzysza, by później użyć sonido i pojawić się na miejscu nie przejmując się Bercią. To duża dziewczynka! Na pewno da sobie radę. Dziewczynka.. Nie, to to było tamto zielone, Bercia byłą czystej krwi Arrancarem.Co może się jej stać? Medykowi pewnie też nic, ale chyba się wszystko pomieszało. Jej zadanie było nieco inne niż to, co właśnie robiła. No i nie potrzebowała przyzwolenia na pójście. W końcu nikt nie będzie jej narzucał swojej woli! przynajmniej jeśli mowa o nie-arrancarów. tylko coś jej nie pasowało i miała wrażenie, że chyba szybko nie znajdzie celu. Mimo wszystko. Chociaż liczyła na to, że tak źle nie będzie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Master Yoda
Admin
avatar

Liczba postów : 179
Join date : 04/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Pon Cze 29, 2015 6:54 pm

MG

Masato zapewne odpowiedziałby na pytanie dotyczące Fullbringerów, gdyby tylko dana była mu na to szansa. Niestety tak nie było, a co za tym idzie nie odpowiedział. Sytuacja widocznie się dla niego komplikowała, gdy zaraz po dymie został uderzony torbą i przyciśnięty do krzyża. Ah ta cholerna prędkość Ezekiela, uniemożliwiajaca jakiekolwiek sensowne działania~ Ezekiel próbował się wyrwać ale był widocznie zbyt słaby by przeciwstawić się Arrancarowi. Po chwili Ezekiel odpalił Cero, a to co się stało całkowicie go zaskoczyło. Odpalone Cero... zmiotło z powierzchni ziemi twarz Masato i część terenu za nią. Krwawa miazga jaka została z martwego już celu ich misji, wskazywała na jedno - kłopoty. Tymbardziej że chwilę po zrozumieniu, że wlaśnie zawalił, Ezekiel poczuł całkiem duże Reiatsu. Reiatsu które bardzo szybko zmierzało w jego stronę.

Dziewczyny mierzyły się z kompletnie innym rodzajem przeciwika. Ivlis. Każda na swój sposób. Beritra okazała się bardziej ogarnięta i chciała rozmawiać, natomiast Dolores miała inny plan, polegający na zignorowaniu przeciwnika. Ivlis widząc że Dolores planuje po prostu ją ominąć, chciała użyć siły by zatrzymać ją, to jednak się nie wydarzyło. Wszyscy poczuli Reiatsu Ezekiela, a dosłownie chwilę potem Dolores i Beritra usłyszaly jak coś pęka. Ivlis wypluła coś, co wyglądało jak małe czarne kamyczki, które zaraz po opuszczeniu jej ust rozpadły się na cząstki duchowe i uleciały. Równocześnie z tym uwolnione zostało Reiatsu Ivlis które na chwilę przygniotło zarówno Dolores jak i Beritre które kompletnie się tego nie spodziewały. Zaraz potem Ivlis z zapłakaną twarzą i krzykiem "Masato~" wyprzedziła Dolores, pędząc w kierunku Ezekiela i olewając dwie dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ezequiel
Números
avatar

Liczba postów : 27
Join date : 31/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Pon Cze 29, 2015 8:31 pm


Ezekiel zamrugał. Raz. Drugi, trzeci. Sześćdziesiąty siódmy. Nie, było coś nie tak, najwidoczniej wpadł mu jakiś paproch do oka i przez to źle widział. Poza tym co się dziwić, rozorał ziemię, na bank jakiś paproch musiał mu wpaść. Był wszechmocnym arrancarem, ale nawet on nie mógł uniknąć agresora w postaci kurzu, czy też kilku ziarenek piasku, ziemi, czy czego tam.
Przetarł ślepia dłuższym rękawem, a następnie kilka razy zamrugał. Skierował wzrok przed siebie, po czym powtórzył czynność. Dalej źle. A może po prostu rzucało mu się na oczy? Jakieś choróbsko, albo inne schorzenie? Przeca przed tym również nie dało się uciec... starość nie radość. Eh.
Pyrgnął odnóżem Masato.
- OOOOOI. - pyrgnął znów. - Nie zgrywaj się, mieliśmy gadać. - pyrgnął po raz ostatni. Typo był mocno nieruchawy.


Wrócił do wyjściowej pozycji 'słowiański przykuc', a następnie wyciągnął z paczki nowego papierosa i umieścił go w ustach, co swoją drogą graniczyło z cudem, gdyż dłonie zaczęły mu latać jak przy delirce. Ale pełna powaga! Pełna powaga! Tylko spokojnie! Nic się nie stało! Wszystko jest cacy. Przecież powiedział, że żadne działanie ze strony naszego bohatera nic nie wskórają, czyż nie? Na pewno to tylko jakiś głupi żart i po chwili dostanie strzałą w tył głowy, albo coś. NA PEWNO TAK BĘDZIE.
Odpalił. Zaciągnął się. Wypuścił dymek, po czym westchnął, tempo patrząc się w przestrzeń przed sobą. Ale dla pewności, że nikotyna dobrze weszła, zaciągnął się jeszcze raz. Wtedy coś w nim pękło.


- CcccCccCccCCcCcccc-coooooooooooo?! - cały drżał i czuł jak majtki podjeżdżają mu do góry, włącznie z zawartością żołądka, który i tak nie był mu potrzebny. Wpadł w nieopisaną panikę. W oczach widoczny był obłęd, a włosy dosłownie same wypadały, choć i tak zaraz nie miałoby co wypadać, gdyż Santacruz rwał je garściami (w przenośni; bo znając ciebie Don, serio pozbawisz mnie włosów xd).
- To jakiś żart, to na pewno żart. Bardzo głupi żart. Ja tego nie zrobiłem, to on tak sam z siebie. Poślizgnął się i upadł i rozwalił sobie głowę. Tak. Tak było, ja nie miałem z tym nic wspólnego, ja chciałem z nim pogadać, a on nagle umarł, wziął i umarł, po prostu. Z ludźmi tak czasem jest że czasem umierają sami z siebie, bo są ludźmi. Słabi i krusi. To normalne, bardzo normalne, nikogo to nie dziwi, prawda? Tak, tak, tak, tak, tak, tak. Kto by się spodziewał? Haha-hahaha. Po prostu byłem nieuważny, powinienem go pilnować, w końcu jestem medykiem i wiem jak działa organizm. No, prawie. Ale to nie była moja wina, co mogłem zrobić? Nic. Przecież nie mogłem przewiedzieć, że głowa mu wybuchnie. Pepe-san nie mówił, że oni tak potrafią, to skąd mogłem wiedzieć! Jestem tylko głupim, nic nie znaczącym numero. Nie mogłem tego wiedzieć. Powinni mi powiedzieć, to ich wina, że tego nie zrobili. Bardzo, bardzo bardzoo... - urwał wreszcie swój histeryczny monolog i zaczął zbierać resztki czaszki, czy czego tam, co miał pod ręką i przy pomocy śliny oraz ziemi, coby rekonstruować głowę. Nie było to łatwe, ale od czego się miało tą fantazje! Czy jak się to tam nazywało. Po kilku chwilach, oraz kilku splunięciach, dzieło było gotowe. Może nie idealne, no ale.
Spoiler:
 
- ...bardzo, bardzo jestem martwy. - stwierdził wreszcie, osuwając się na tyłek. Nawet nie zauważył kiedy wypalił już 9 papierosa.
- Jestem martwy. Oni mnie zabiją, kompletnie spieprzyłem sprawę. Yamal-sama powyrywa mi nogi i ręce, a Pepe-san... nie, nawet nie chce wiedzieć, co mi zrobi. Pewnie każe do końca życia zajmować się hemoroidami w jego tyłku. Kurwa mać, no. Kurwa mać. Co ja najlepszego zrobiłem. - i gdy się tak szarpał z własnymi myślami, poczuł za plecami wybuch potężnego reiatsu. Odruchowo głośno przełknął ślinę, a następnie spojrzał w tamtą stronę. To tam była Beritra i Dolores. I ta... ta... koleżanka Kenjiego, co miała je zatrzymać. A że to raczej nie była energia Arrancarek, to pozostała tylko jedna opcja: - Chyba się wkurzyła. - stęknął, zerkając na ślino-ziemno-głowo-rozwalonego-Masato.
A pieprzyć to wszystko. Ezekiel jedzie w bieszczady. Pieprzył torbę, trupa, wszystko. Odpiął tylko zanpaka od pasa (teraz ściskał go w lewej łapce), by w razie co było mu wygodniej obnażyć ostrze, a następnie załadował na full swoje sonido i zaczął zasuwać w przeciwnym kierunku, wyciskając z nóg tyle ile fabryka dała. Może i cel nie należał do najwytrzymalszych, ale jakoś nie miał zamiaru sprawdzać, czy z koleżanką jest tak samo. Wystarczyła mu ta ogromna presja.
Kierunek: jak najdalej stąd.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dolores de Rivera
Números
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 31/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Czw Lip 02, 2015 5:11 pm

Dolores była bardzo spokojna. Nieco zirytowana. Nieco zdziwiona. Ale spokojna. JESZCZE... Do kiedy? Na szczęście Dolores sama, we własnej osobie, nie wiedziała. Oh, błoga nieświadomość! Czarne kamyki.. Ciężko jej było stwierdzić, co się stał. Ani czy to na pewno kamyki. Oraz, czy może nie wybuchną. I to reiatsu... A jednak je ma! Było zapieczętowane? W sumie mniejsza o to. Nie była w stanie wykonać swojego planu minięcia jej. Coś ją przygniotło i prawdopodobnie było to właśnie poszukiwane reiatsu zielonej. A słysząc, jak nawołuje ich cel... Chyba coś nie poszło tak, jak miało. Nie mniej Dolores nie czekała, a ruszyła za swoim obecnym celem którym była niewiasta. Ich celem był Masato, nie jakaś jego koleżanka. A obecnie przeszkadzała. Mieli donieść żywego tylko chłopaka. Westchnęła ciężko. Prawdopodobnie zniszczy kawałek miasta. Nie wiedziała, jak duży, ale oby jak najmniejszy. Ona była niebezpieczna, po prostu. Tego bez wahania wzbiła się a powietrze by znaleźć się za nią (może lekko wyżej niż ona sama) po czym naładowanym cero strzelić jej prosto w plecy, celując w lędźwie. Jest drobna szansa, że przeżyje ale równie niewielka, że cokolwiek więcej wtedy zrobi. A jak spróbuje, oczywiście Balą w łeb. Póki co chciała ją głównie zatrzymać nie dbając o to, czy cero ją czasem nie przebije na wylot i jeszcze w kogoś nie trafi. A że wydawała się być skupiona na czymś innym - jeszcze lepiej. Nie mniej cała sytuacja była bardzo dziwna. Ale Masato wylądował z medykiem! Masato na pewno żyje. Na pewno nie spieprzyli misji. To by było... no, dziwne.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beritra
Números
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/05/2015
Age : 27

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Czw Lip 02, 2015 10:36 pm

Po tym jak zostały wręcz przygniecione ukrytą wcześniej energią dziewczynki sytuacja się troszkę skomplikowana. Bera myślała ze mają więcej czasu. Choć Dolores pozostała spokojna, tak Beritra była bardzo zdziwiona. Nie dość że nie otrzymała od uprzejmej wcześniej dziewczynki żadnej odpowiedzi, tak ta nie chciała dyskutować. A szkoda...Beritra uwielbiała rozmowy z potencjalnymi ofiarami...
Tak czy inaczej kiedy dziewczynka się ulotniła, ruda rzuciła krótko do swojej towarzyszki
- Znajdę Ezz'a. Miej ją na oku- ponieważ czuła, że ten szybko stara się oddalić z miejsca w którym przebywał wcześniej, a Dolores zamierza rozprawić się z dziewczynką.
Tak czy inaczej jeśli medyk spieprza z miejsca zbrodni, Beritra chciała się dowiedzieć co sie tam stało i czy powinni już wracać do Hueco Mundo.
Ale zanim...
Najpierw poprawiła swoje włosy - dociągnęła gumkę, którą związane były w kucyk. Szkoda żeby się rozsypały, a nie lubiła jak w biegu opadały jej na twarz. Następnie rozprostowała swoją hakamę i przyjrzała się przypalonym nogawkom. Wspomniała te przyjemne łaskotki wywołane pociskami i uśmiechnęła się na tę myśl i taka radosna najpierw przyjęła pozycję startową jak do biegu sprinterskiego, a następnie wystartowała chcąc jak najszybciej spotkać się z medykiem. Podążając za jego reiatsu przeskakiwała z miejsca na miejsce używając sonido, mając nadzieję ze nie wpadnie na niego z impetem.

_________________

Nudzisz się? Potrzebujesz MG? Nie przeszkadza ci mój styl pisania? Skontaktuj się ze mną, a zobaczę co da sie zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Master Yoda
Admin
avatar

Liczba postów : 179
Join date : 04/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Nie Lip 05, 2015 7:59 pm

MG

Sprawa z chwili na chwilę pieprzyła się coraz bardziej. Koleś nie chciał się posklejać a na dodatek w kierunku Ezka zbliżało się całkiem sporawe reiatsu, z którego właścicielem raczej spotykać się nie chciał. Dlatego też zdając się na resztki swojego instynktu przetrwania zakopane gdzieś tam między genami leminga, podwinął nogawki i delikatnie mówiąc, dokonał taktycznego odwrotu. Beritra jednak po krótkim odświeżeniu, postanowiła ruszyć jego tropem. W tym czasie Dolores ścigała przeciwniczkę, jednakże była niesamowicie wolniejsza od niej. Jej cero, na dodatek ładowane, nie miało szans trafić dziewczyny to też Dolores niepodjęła nawet próby użycia go. Za to rzuciła Baalą. Ta mimo trafienia, nie zrobiła wrażenia na kobiecie i tak około minutę po swojej przeciwniczce Arrancarka dotarła na plac, dostrzegając dziewczynę która na kolanach łkała nad ciałem jakiegoś... człowieka... bez głowy. No cóż, Dolores mogła się modlić, żeby tym kimś nie był Masato. Tymczasem Zenek pokonał około połowę drogi w kierunku Paryża. Czuł też że podąża za nim Beritra, chociaż była cholernie w tyle. Natomiast Dolores i wrogiego Reiatsu, w ogóle nie wyczuwał, musiały być daleko w tyle za Numerosem, który odkrył że w zasadzie, cholernie się zmęczył tą ucieczką.

Czas na odpis: 08.07 godzina 20:00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ezequiel
Números
avatar

Liczba postów : 27
Join date : 31/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Pon Lip 06, 2015 10:53 am

- Hmmm, w sumie to mogłem wziąć torbę. - bąknął po dłuższym namyśle, zatrzymując się w powietrzu. Trochę się zmęczył, takie bieganie w te i we te, na pełnym gazie strasznie męczyło. Może i szybki to on był, ale akumulatory to mu szwankowały. Po powrocie do Las Noches będzie trzeba to zmienić... o ile wyjdzie żywy ze spotkania z Yamal/Pepe, a pewnie nie wyjdzie, więc nie ma nawet sensu zaprzątać sobie głowy poprawą umiejętności. Westchnął. Nie wyczuwał już tego 'groźnego' reiatsu, chociaż wreszcie złapał 'kontakt' z Beritrą, wyczuwając, że stara się nadgonić dzielący ich dystans. Nie bardzo wiedział czy ma się z tego cieszyć, choć jakby się zastanowić, to ona była narwana. Miała zamiar przemaglować cel i dopiero go dostarczyć, czy coś, więc jest szansa, że go zrozumie i chociaż ona nie będzie suszyć mu głowy za tą 'wpadkę'. Westchnął raz drugi, a następnie powoli i z gracją, 'opuścił' się na najbliższy dach budynku, bądź ziemię. Jeśli będzie mieć do dyspozycji jakowąś połać zieleni, to jak najbardziej nie pogardzi i pierdyknie się na trawce, wyciągając nogi przed siebie, coby odpoczęły, a pod głowę wsadzając łapki. Zana położy po swojej lewej stronie.
Tak lepiej, zdecydowanie. Chwila odpoczynku jeszcze nikomu nie zaszkodziła, nieprawdaż? Teraz po trochu rozumiał Dolores, choć nie do końca. W dalszym ciągu nie rozumiał zachwytu nad światem żywych, jednak mimo to, jakoś dobrze mu było w tej chwili, niżeli by miał się tak wylegiwać na srebrnej pustyni, z czarnym niebem i kwarcowymi krzaczorami. ...W towarzystwie paskudników-ustych.
Na czym to on skończył? A tak, mały odpoczynek, by złapać drugi oddech, bo nigdy nic nie wiadomo. Nie bawił się w ukrywanie reiatsu, skoro Beritra go szukała, to niech znajdzie. Wystarczyło poczekać i obserwować okolice kątem oka.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beritra
Números
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/05/2015
Age : 27

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Pon Lip 06, 2015 4:07 pm

- Szybciej, szybciej, szybciej bo ci spieprzy! - poganiała samą siebie cały czas będąc skupiona na reiatsu medyka, aby go przypadkiem nie zgubić, czy nie przeskoczyć kiedy się zatrzyma. No bo przecież właśnie się zatrzymał!
- Nareszcie! - wykrzyknęła gdzieś po drodze i zwolniła trochę. Skoro tamten się zatrzymał, to Beritra nie musiała już zapieprzać na łeb na szyje, tylko mogła sobie po drodze coś pozwiedzać. No bo przecież jakby nie było chyba pierwszy raz była we Francji! I tak właśnie zasuwając w stronę Ezequiela rozglądała się na boki, aby rzucić okiem na otaczające ją obrazy i chcąc nie chcąc myślała o tym jakby cudownie płonęły.
Apropo płonęły...
Ruda po drodze musiała się zatrzymać na moment, ponieważ chciało się jej potężnie kichnąć. Dobrze wiedziała czym się to może skończyć w biegu, więc przystanęła rozglądając się wokół na wszelki wypadek - chciała wiedzieć czy nie zniszczy nic ładnego.
- A PSIK!! - i nie zwracając uwagi na to czy kichnięcie było destrukcyjne dla otoczenia czy nie, odbiła się wyskakując w powietrze i podążała dalej w kierunku Medyka.

Kiedy/jeśli* do niego dotrze, zatrzyma się przy nim i opierając dłonie na udach najpierw złapie kilka głębszych oddechów. Następnie usiądzie sobie obok medyka podpierając się rękami z tyłu, odchyli głowę do tyłu patrząc w niebo i jak gdyby nigdy nic przywita sie z nim.
- Hejka. Co tam?

* niepotrzebne skreślić

_________________

Nudzisz się? Potrzebujesz MG? Nie przeszkadza ci mój styl pisania? Skontaktuj się ze mną, a zobaczę co da sie zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dolores de Rivera
Números
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 31/05/2015

PisanieTemat: Re: Saint-Denis   Wto Lip 07, 2015 3:38 pm

Nie. Ten trup to nie był ich cel. To nie był ten Masato, a ta rozorana ziemia to nie dzieło... Tak, gdzie jest Ez? Taak... Chyba pozostało mieć nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto wyciągnie to co chciał Yamal z trupa. Tymczasem nie była pewna, w jakim stanie przyprowadzić dziewuchę. Może też coś wie? Zatrzymała się, a to pozwoliło Dolores na uniesienie sie by strzelić cero z powietrza tak, by głównie odrąbać jej nogi, a nie uszkodzić zwłok Masato. Wybrać odpowiedni kąt - klucz do wykonania. Tak z 75 stopni? Może 87. W zasadzie ogarniała na oko a i nie chciała koniecznie rąbnąć jej w głowę. Chociaż widząc, co zrobiła jej Bala nie była pewna, czy takie środki ostrożności są konieczne. Na pewno wolała zachować dystans i w razie czego byc gotowa użycie hiero. Bo jak to się na nią rzuci to może być kaplica. Tymczasem ona właśnie chce ją doprowadzić do stanu, gdzie co najwyżej podrapie, ale nie kopnie u nie poniesie jej nigdzie na nogach, których Dolores miała nadzieję mieć zielona nie będzie. Jak ją jednak przez przypadek zabije to trudno. Była mowa o Masato. Nie ona go ukatrupiła, więc niech sie martwi ten, kto to zrobił. A tymczasem Dolores orze jak może, żeby czasem to jej się nie zgarnęło.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Saint-Denis   

Powrót do góry Go down
 
Saint-Denis
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Reiryoku ::  :: RESZTA ŚWIATA :: Francja-
Skocz do:  






BlackButler

HogwartDream