IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pole treningowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mashi
Członek Dywizji
avatar

Liczba postów : 26
Join date : 08/06/2015

PisanieTemat: Pole treningowe   Wto Cze 09, 2015 9:59 pm

Standardowo wyposażone pole treningowe, gdzie Shinigami przelewają swój pot i łzy, aby każdego dnia rosnąć w siłę potrzebną do walki o bezpieczeństwo swoich bliskich, czy też za bardziej egoistyczne pobudki. Jest to dosyć spory obszar pokryty zielenią różnej maści, oczywiście mamy wszechobecny trawnik przeorany kilkoma szlakami, mamy też tereny średnio zalesione, gdzieniegdzie fontanny. Nie mogło także zabraknąć drewnianych kukieł, na których można wyładować swoją furię przy pomocy jakiegoś hadou, albo drewnianego miecza. Ogólnie rzecz biorąc pole dysponuje pełnym asortymentem do treningu każdej maści.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mashi
Członek Dywizji
avatar

Liczba postów : 26
Join date : 08/06/2015

PisanieTemat: Re: Pole treningowe   Wto Cze 09, 2015 10:14 pm

Musiałem przyznać, że przynależenie do dywizji otwierało przede mną nowe perspektywy. Jako świeżak chciałem pokazać się z jak najlepszej strony, by ludzie szybko się na mnie poznali i powierzyli mi swoje zaufanie. Pierwsze wrażenie jest najważniejsze jak to mówią. Postanowiłem więc nie spoczywać na laurach i udać się na pole treningowe w celu doszlifowania swoich umiejętności do perfekcji (ehe). Pierwszy raz miałem okazję trenować ze sprzętem, na którym trenują prawdziwi shinigami, począwszy od dywizjonistów na kapitanach kończąc. Sama myśl o tym nie pozwalała mi zasnąć, musiałem poćwiczyć.
Gdy przybyłem na miejsce zastałem tam kilku dywizjonistów, którzy obdarzyli mnie tylko krzywym spojrzeniem. Wszyscy wyglądali na staruszków, więc nie dziw, że nie było szans, aby połączyła nas jakakolwiek relacja towarzyska, czy też nić porozumienia. Nie bacząc na nich postanowiłem zacząć od tego, co sprawiało mi największe problemy - walki bronią białą. Mimo iż posiadam Zanpakuto, oraz nauczyłem się pierwszego uwolnienia, to sama walka ostrzem nie jest moją mocną stroną. Odczuwając potrzebę poprawienia swoich umiejętności chwyciłem za drewniany miecz i zacząłem wymierzać razy w drewnianą kukłę. Nie był to najlepszy pomysł, o czym przekonałem się gdy kukła oddała mi soczyście w bok. Okazało się, że jest to kukła ruchoma, przeciwnik przerastający mnie umiejętnościami. Nie zamierzałem dać za wygraną, kontynuowałem okładanie kukły z każdej strony, starając się bronić przed jej kontratakami, które mimo iż przewidywalne dzięki prawom fizyki, to sprawiały mi problemy. Byłem nieustępliwy, walczyłem jak lew, aż w końcu poczułem, że oba boki po następnych kilku razach będę miał do wymiany. Staruszkowie trenujący dalej tylko wybuchli śmiechem, co nie wróżyło dobrze. Postanowiłem że nie poddam się tak łatwo, jeśli nie wygram z kukłą, to chociaż ze samym sobą. Następne kilkadziesiąt minut spędziłem na machaniu tym razem już własnym mieczem, w powietrzu. Starałem się utrzymywać postawę i wyprowadzać ciosy wciąż w ten sam punkt, oczywiście zmieniając kąt nachylenia. Widziałem, że w ten sposób wiele osób ćwiczy cierpliwość razem z celnością. Przyszedł więc czas i na mnie. A staruchy niech patrzą, póki nie mogę sprawić, by pokłonili się przed moją umiejętnością szermierki, to niech chociaż pokłonią się przed nieustępliwością.
Po całym tym treningu solowym padłem zmęczony przy fontannie, mocząc w niej pysk i siorbiąc jak szalony.


(da radę zaliczyć to jako aktywność? Jak nie to spoko, mówi się trudno.)

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Varagarv
Wesoły Morderca
avatar

Liczba postów : 287
Join date : 03/07/2014

PisanieTemat: Re: Pole treningowe   Sro Cze 10, 2015 11:13 am

MG

- Widzę, że ciężko trenujesz, Zetsubouou-kun. - powiedział nagle głos. Znalezienie jego źródła nie było problemem, gdyż gdy tylko podniosłeś głowę, zauważyłeś ponad dwumetrowego gościa siedzącego przy fontannie. Zaraz obok ciebie. Jak on się tam znalazł? I kiedy? W ręku dzierżył jakąś niewielką książkę, którą zaparcie czytał. Co najdziwniejsze, używał swojego zanpaktou, tanto, zamiast zakładki. Po chwili jednak oderwał się od lektury i spojrzał na ciebie.
- Bardzo mnie to cieszy, że taki młodzieniec jak ty zainteresowany jest podnoszeniem swoich umiejętności, a nie spędzaniem czasu w jakiejś spelunie. A tak w ogóle, to witaj. - uśmiechnął się. Tak, to był twój kapitan* Spory z niego gość, jednak daleko mu było do największych shinigami, a już na pewno był z nich najchudszy. Chudy niczym szkapa. Że też ktoś taki jak on został kapitanem, huh? Widać nie zawsze wygląd może powiedzieć o sile osobnika. - Byłbyś może zainteresowany treningiem ze swoim kapitanem? Nie mogę pozwolić, by taki młody talent się zmarnował, ale jeśli czujesz się zmęczony, to zrozumiem... - rzecz jasna sprawdzał go, sprawdzał jego determinację. Nigdy nie było wiadomo, co siedzi w jego głowie, a przecież mówiło się, że jest z niego drugi Aizen. I najpewniej gdzieś tam w krzakach siedział jakiś gość, który go obserwował, w końcu był pod obserwacją. Tak, wiedział to, lecz nie zaprzątał sobie tym głowy.

* ten gość: KLIK.

[Co do pytania - wrzuć to w treningi i się zobaczy]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mashi
Członek Dywizji
avatar

Liczba postów : 26
Join date : 08/06/2015

PisanieTemat: Re: Pole treningowe   Sro Cze 10, 2015 12:45 pm

Zimna woda była tym czego potrzebowałem, przywróciła odrobinę sił i przyjemnie ochłodziła przełyk. Gdy tak siorbałem jak zwierzę z wodopoju, usłyszałem czyjś głos, niebezpiecznie blisko. Trochę zdezorientowany i skonfundowany wytarłem usta i stanąłem na baczność. Moim oczom ukazał się wysoki niezwykle wychudzony mężczyzna, w dłoni dzierżył książkę, której tytułu nie mogłem odczytać z tej odległości. Dostrzegłem jednak, że jego broń robi mu za zakładkę. Dziwny typ. Chwilę mi zajęło, bym zorientował się z jak wysoko postawionym jegomościem mam przyjemność. Natychmiast zgiąłem się w pół i poczerwieniałem ze wstydu.
-K-kapitan! Przepraszam za moje nieokrzesanie z tą wodą! Nie zauważyłem pana!-cały czerwony ze wstydu, trwałem tak przez chwilę niczym sparaliżowany, by po czasie nieśmiało podnieść do czoło do góry, a ostatecznie wyprostować się. Pochwała od kapitana już na początku swojej służby to coś niewiarygodnego, mimo iż zwykle nie obchodzi mnie zdanie innych to poczułem się wyróżniony samym faktem, że wiedział jak mam na imię.
-J-ja... Miałbym trenować z panem? Nie jestem godzien proszę pana! Jestem zwykłym dywizjonistą i sam fakt, że zna pan moje imię jest dla mnie dużym wyróżnieniem.-po raz kolejny ukłoniłem się. Troszkę wazeliny nie zaszkodzi, lepiej od początku wybadać jak się zachowywać, niż kiedyś mieć z tym problemy. Mimo iż wiedziałem, że ten człowiek ma trochę brudu pod paznokciami, to przecież nie jesteśmy wspólnikami, a on oficjalnie jest po stronie dobra. Nie mogłem więc pozwolić, by moje ambicje ujrzały światło dzienne. Przynajmniej do czasu kiedy nie będę odpowiednio silny. Swoją drogą granie skrępowanego jego obecnością przychodziło mi naturalnie, więc chyba nie musiałem się niczego obawiać.
-Sam fakt, że otrzymałem od pana taką propozycję jest wielkim zaszczytem. Gdybym tylko coś sobą reprezentował przyjąłbym ją z ogromną radością.-wyrecytowałem ze smutkiem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Varagarv
Wesoły Morderca
avatar

Liczba postów : 287
Join date : 03/07/2014

PisanieTemat: Re: Pole treningowe   Sro Cze 10, 2015 2:56 pm

MG

Kenji obserwował swojego podopiecznego ni to z zainteresowaniem, ni to z obojętnością. Jego reakcja była poprawna, choć nużyły go te wszystkie formalności i strach przed jego osobą. Choć z drugiej strony - taka była kolei rzeczy. Choć kiedy jeszcze żył kapitan Kyouraku, to ten go podziwiał, ale nie musiał się go bać, chyba że wtedy kiedy stał się wszechkapitanem. No bo kto by się bał tego pijusa i kobieciarza?
- Czyli mam rozumieć, że mi odmawiasz? - zapytał, akcentując pytanie głośnym zatrzaśnięciem książki, którą po chwili schował do rękawa swojego kimona. Następnie oparł głowę o wierzch swojej prawej dłoni, która z kolei opierała się na kolanie. Przez chwilę lustrował nieobecnym wzrokiem swojego dywizjonistę, a ten mógł wyraźnie poczuć się niekomfortowo, tak jakby nagle powietrze wokół niego stało się cięższe niż zwykle.
Po chwili jednak Kenjiro klasnął w obie dłonie i atmosfera stała się luźniejsza, jak za odjęciem dłoni.
- Zetsubouou-kun. To miło z twojej strony, że nie chcesz zajmować mojego czasu, ale jestem twoim kapitanem. A chyba dobrze wiesz jakie mamy braki kadrowe, poza tym nie mogę sobie pozwolić, by moi podopieczni zbijali bąki, mimo, że niedawno uwodniłeś swoją pracowitość. Ponowię pytanie. Rezygnujesz z treningu pod moim okiem? - mimo, że Sakakibara mówił z lekkością w głosie, to jednak dało się wyczuć, że ten osobnik nie przyjmuje odmowy.

[Pozwolisz, że ja się będę nieco obijał z jakością postów, bo to jednak npc]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mashi
Członek Dywizji
avatar

Liczba postów : 26
Join date : 08/06/2015

PisanieTemat: Re: Pole treningowe   Czw Cze 11, 2015 2:36 pm

Z niepoprawną ciekawością oczekiwałem na reakcję swojego kapitana. Więc? Jakim okaże się człowiekiem? Wybuchnie śmiechem? Będzie nalegał? Odpuści? Odpowiedź przyszła szybko, w trybie natychmiastowym zostałem przytłoczony jego ogromnym reiatsu i siłą woli. Zachłanność. Zachłannością smakowała jego energia. Nie pozwalał sobie odmawiać, lecz ostatecznie robił to w całkiem dobrym guście. W tych kilku aspektach wyglądał na człowieka, jakim zamierzałem zostać w przyszłości. Uśmiechnąłem się niedbale i przykucnąłem na jedno kolano, z trudem łapiąc oddech. Po chwili presja odeszła, lecz nie zamierzałem wstawać.
-To będzie dla mnie zaszczyt, móc z Tobą trenować.-odpowiedziałem krótko i rzeczowo. Wstałem, otrzepałem kolano z kurzu i czekałem na rozwój wydarzeń. Mój kapitan to bardzo intrygująca postać. Pomijając moje skonsternowanie nad jego wyborem akurat mojej osoby spośród tłumu dywizjonistów, byłem po prostu ciekaw czego ode mnie oczekuje. Człowiek jego kalibru jest daleko poza moim zasięgiem, choćbym wylał tu całą krew nie pobiję go w żadnym z aspektów, wielkim szczęściem będzie jeśli będę w stanie go dostrzec.
Czekałem w spokoju, opierając prawą dłoń na rękojeści miecza. Czego będzie dotyczył trening? Nie miałem pojęcia. Choć zdecydowanie chciałbym, żeby był to trening Hohou, nie odważyłem się niczego proponować tak ważnej osobistości. Niech wybierze sam.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Varagarv
Wesoły Morderca
avatar

Liczba postów : 287
Join date : 03/07/2014

PisanieTemat: Re: Pole treningowe   Czw Cze 11, 2015 3:58 pm

MG

[zatwierdzony jest trening hohou, więc innego ci zaproponować nie mogę, więc no]

- Pysznie. - powiedział, po czym wstał i rozprostował wychudzone ciało. - Skoro wiem, że coś tam umiesz w szermierce, to sprawdźmy również, czy potrafisz inną sztukę, która jest dla nas ważna. Shunpo. Chyba mogę podarować nudny wykład czym to jest i jak działa, prawda? W akademii powinni Was tego nauczyć, a przynajmniej już powinieneś coś tam umieć. W każdym razie: jeśli opanujesz shunpo wystarczająco dobrze, będziesz mógł zadać śmiertelny cios za nim walka w ogóle się rozpocznie. - następnie przeszedł do małej prezentacji, dosłownie teleportując się na pobliski manekin, na którego głowie stanął, a po chwili ponownie wrócił na wcześniejszą pozycję, używając rzecz jasna szybkich kroków.
- Jest kilka sposobów, by podnieść swoje umiejętności... jednak najlepszy, choć raczej nielubiany, to postawić trenowanego w skrajnej sytuacji. Wiesz co mam na myśli? - zapytał, chytrze się uśmiechając, ciekaw czy Mashi się może czegoś domyśla. Pewnie tak, choć nie mógł wiedzieć czym dokładnie będzie bił naszego bohatera. To on będzie go bił!?
- Ale najpierw, zrób tyle kółek wokół polany ile będziesz w stanie. To znaczy, do momentu, kiedy poczujesz, że więcej nie dasz rady. No, raz, raz. - polecił dywizjoniście, a sam przysiadł sobie z powrotem przy fontannie i wyciągnął książkę, by wrócić do rozdziału, który przerwał. Rzecz jasna on cały czas obserwował, choć sam Mashi nie mógł tego zauważyć. Miało się tą podzielność uwagi, nie ma co.

Quest: wiem, że upierdliwie jest pisać o czymś tak durnym jak bieganie, ale wierzę w ciebie. W jednym pości opisujesz cały przebieg biegania w 'kółko', do momentu aż nie padniesz. Tj. przy okazji opisujesz przepiękne fazy, kiedy biegniesz w pełni sił, a potem powoli je tracąc.
Rzecz jasna w czasie dokonanym. Powodzenia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mashi
Członek Dywizji
avatar

Liczba postów : 26
Join date : 08/06/2015

PisanieTemat: Re: Pole treningowe   Czw Cze 11, 2015 4:35 pm

Trzeba przyznać, że spodziewałem się treningu o formule "ty robisz ja patrzę". Standardowy mentorski program prowadzący do skrajnego wyczerpania uczonego, żeby potem jeszcze go kopnąć i powiedzieć "słabo szczylu". Nic dodać, nic ująć. Mimo to nie zraziłem się, wiem, że formuła jest efektywna i przynosi poprawę umiejętności kosztem irytacji. Coś za coś. Skoro trening miał dotyczyć Hohou, mięśnie powinny pracować jak jedna maszyna, powinny być odpowiednio rozgrzane. Całe szczęście ja miałem już rozgrzewkę za sobą, w formie samodzielnego treningu. Kapitan nie dał mi za długo odpocząć, stąd też mięśnie nie stężały ani trochę, były gotowe do dalszego hartowania, niczym rozgrzana stal.
-Tak, wiem czym jest Shunpo. Co prawda opanowałem je stosunkowo niedawno, więc mistrzem nie jestem. W każdym razie dam z siebie wszystko.-odpowiedziałem zgodnie ze scenariuszem wyżej wspomnianego programu mentorskiego. Zaraz potem zabrałem się do roboty. Początkowo nie było problemu, pierwsze okrążenie pokonałem z łatwością, nie odczuwając zmęczenia. Oczywiście nie osiągnąłem jakiejś zawrotnej prędkości, podejrzewam, że Kapitan osiąga ten stopień zwyczajnym truchtem. Tak czy siak był to już jakiś mały sukces, trenujący nieopodal kompani przerwali swe zajęcia by obserwować moje starania. Nie mogłem zaimponować kapitanowi - mogłem za to zaimponować im. Niech wiedzą, że w oddziale pojawił się nowy wilk złakniony krwi. Dywizjonista to tylko początek, zamierzałem jak najszybciej wbić się w szeregi dwudziestu oficerów, by następnie wgryźć się z całą siłą w posadę porucznika. Wiedziałem, że łatwo nie będzie, oraz że czeka mnie wiele wyrzeczeń. Takich jak to, które spotkałem na trzecim okrążeniu. Bieganie w kółko nie jest jakąś zachwycającą formą treningu, pozwala na stopniowe obserwowanie jak siły życiowe opuszczają twoje ciało, wystawia na próbę siłę woli, zmusza do podjęcia nierównej walki z najgorszym przeciwnikiem - samym sobą. Limity własnego ciała, mur nie do przeskoczenia, na który każdy natrafia, jedni prędzej, drudzy później. Moim były trzy okrążenia. Przez te trzy kółka czułem jak każdy mój mięsień słabnie, czułem krople potu usilnie wciskające się na czoło, by spłynąć do oczu nieprzyjemnie je szczypiąc. Ciało wołało o odpoczynek - domagało się go. Kolejne pół okrążenia pokonałem prawie na bezdechu, i to nie dlatego, żeby było ciężej - po prostu nie mogłem chwycić powietrza, a musiałem dalej biec. Ból rozchodził się jak toksyna, obejmował kolejne organy, wkradał się w każdy atom ciała i opanowywał go dopełniając dzieła zniszczenia. Po czwartym okrążeniu byłem już jak wrak, resztkami sił walczyłem o to, by zostać na powierzchni, stawiałem czoła sztormowi, a fale uparcie uderzały w burty z zamiarem zatopienia mnie. Czas stanął w miejscu, na wykroku.
Nie mogę ruszyć nogą... Nie mogę dalej biec! Rusz się... RUSZ SIĘ! Nie chcę się jeszcze poddawać... Nie chcę...
Zacząłem upadać. Niezdolny do dalszej walki, z świadomością ulatniającą się niczym piasek z pękniętej klepsydry. Oczy straciły ostrość, przestały widzieć. Mięśnie uparcie odmówiły przyjmowania dalszych rozkazów, rozluźniły się. Do spotkania z podłożem było jeszcze pół sekundy.
-JESZCZE NIEEEEEEEE!-wydarłem się na cały głos, ostatkiem sił łapiąc się tej ostatniej deski mojego własnego okrętu. Reiatsu zaczęło wypełniać moje kończyny, nakazywało im bezgraniczne posłuszeństwo. Odbiłem się od podłoża rękoma, kontynuowałem bieg. Wydobywająca się z mojego ciała energia... fiolet zalał niebo, świecąc niczym bożonarodzeniowe drzewko. Kątem oka spojrzałem na obserwatorów, niektórych wmurowało, nie potrafili się poruszyć, wyglądali na przerażonych. Nigdy nie oddziaływałem swoją energią na kogoś innego, to był pierwszy raz gdy przekonałem się, że mogę kogoś przytłoczyć. Zaczyna się od mrówek, kończy na Goliacie. Przebiegłem jeszcze dwa okrążenia, których każdy krok był przepełniony bólem i determinacją. Nie zamierzałem paść jak ten główny bohater kreskówki, popisowo wyrżnąć orła i już nie wstać. Nie, to nie w moim stylu. Ostatnie okrążenie zakończyłem przy fontannie, z trudem utrzymując świadomość. Padłem na kolana, tuż obok niego, kończąc to starcie tak jak ostatnio - pijąc zachłannie, gdyż woda przynosi ukojenie zszarganym nerwom i wyczerpanym mięśniom. Energia wciąż wydobywała się z mojego ciała, ta ostatnia deska, która pozwoliła mi utrzymać się na powierzchni i nie zatonąć. Nie odezwałem się do kapitana, nieprzerwanie piłem, czekając na dalszą część. Teraz jego kolej, przedstawienie musi trwać, doszliśmy do aktu "mentor kopie ucznia".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Varagarv
Wesoły Morderca
avatar

Liczba postów : 287
Join date : 03/07/2014

PisanieTemat: Re: Pole treningowe   Czw Cze 11, 2015 10:57 pm

MG

- Całkiem nieźle jak na początek. - mruknął, spoglądając na wyczerpanego dywizjonistę. - Chwilowo to twój limit, ale jak będziesz ciężko trenował, to bez problemu zrobisz drugie tyle dystansu, a nawet i więcej. Ale na razie skupmy się na podstawach. Mam tylko nadzieje, że twoje mięśnie to wytrzymają... - zamyślił się na chwilę. Może powinien jednak przemyśleć formę treningu? Jak wyląduje w czwórce z zerwanymi mięśniami, to nie będzie wesoło. Znaczy, nikt mu dupy za to nie będzie truć, ale po co mu serwować kontuzję na sam początek. Eh.
- Jak już będziesz w stanie się podnieść, to przechodzimy do czegoś trudniejszego. - po chwili kapitan podniósł nieznacznie presje wokół naszego bohatera, ale nie aż tak, by mu odebrać powietrze i przygnieść do gleby. Ot, jego ciało stało się trochę cięższe.
- Twoje zadanie: biegniesz do końca areny jak najszybciej się da. Wykorzystaj tyle reiryoku ile ci będzie potrzebne, by złagodzić ból i zmusić nogi do poruszania się. - polecił, a następnie ponaglił go, by ruszył przed siebie.

Rzecz jasna był tu mały haczyk. W czasie małego biegu, Kenjiro pojawiał się co i raz niedaleko Zetsubouou z wyciągniętym palcem wskazującym lewej dłoni, wycelowanym w jego klatkę piersiową. - Shou. - pominięcie numeru miało osłabić czar oraz używał do tego znikomej ilości energii, by nie cisnąć chłopakiem, gdzieś na ścianę. Czar miał za zadanie wytrącić z równowagi trenowanego i zmusić go do uników oraz:
- Pamiętaj, że jeśli przyzwyczaisz mięśnie do jednego tempa, to będą je pamiętać i po większej ilości się po prostu zmęczą. - rzucił przy którymś razie. A tych razów było około 6.

Quest numer jeden: celujący.
Quest numer dwa: biegniesz przed siebie zważając na wyczerpanie, presje oraz to, że ten palant do ciebie strzela i wytrąca z równowagi. Wypadałoby tego unikać, czy coś. Czas dokonany (liczę na kolejny fajny post) do momentu, aż będziesz dobiegał do końca, wtedy post się urywa.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mashi
Członek Dywizji
avatar

Liczba postów : 26
Join date : 08/06/2015

PisanieTemat: Re: Pole treningowe   Pią Cze 12, 2015 12:20 am

Każdy łyk wody był zbawienny, z trudem oderwałem się od tej przyjemności, by nie zabierać ze sobą balastu w dalszą część treningu. Jak wiadomo nadmiar wody daje nieprzyjemne uczucie że coś nam się w żołądku przelewa, tego chciałem uniknąć. Wytarłem twarz swoim haori i odetchnąłem kładąc się na chwilę na ziemi. Ach, niebo tego dnia takie piękne, pojedyncze chmurki wędrowały leniwie, nigdzie się nie śpiesząc, wiaterek nie ponaglał ich, a wręcz zmuszał do zastygnięcia w bezruchu. Szybko przestałem czerpać radość z tego widoku, gdyż dłuższe patrzenie i mnie mogłoby przymusić do stagnacji, a stagnacja jest najgorszym; pułapką która kusi oferując wiele, ostatecznie niczego nie dając. Musiałem się oprzeć tej pokusie zaprzestania wysiłku, do której namawiały mnie wszystkie mięśnie. Mimo iż moje ciało już teraz prosiło o wieczny spoczynek, nie zamierzałem być taki dobrotliwy. Podparłem się ręką i spróbowałem wstać. Obraz krótko zamigotał, pojawiły się mroczki, potknąłem się i prawie upadłem. W ostatniej chwili wyratowałem się od gleby, podparłem się drugą ręką i złapałem równowagę. Po chwilowej walce stałem na powrót na własnych nogach, które z trudem utrzymywały mój ciężar.
-Też mam... taką nadzieję...-odparłem.-Myślę, że możemy kontynuować.
Tak naprawdę to nic wtedy nie myślałem. Taki wzmożony wysiłek jest najlepszym lekarstwem na nadmiar myśli w głowie, ja najwyraźniej przedawkowałem, bo w głowie została mi tylko pustka. Dopiero gdy kapitan ponaglił mnie do wznowienia sesji treningowej, rozkwitła nowa myśl - "przeżyj". Tak, to był dobry cel dla tego treningu. Nigdy się nie spodziewałem, że uda mi się osiągnąć tak wiele jak zrobiłem, a temu było mało i mówi, że to dopiero początek. Cóż, jest to doskonała odpowiedź na moje chore ambicje, niestety kiepska odpowiedź dla całego ciała. Trzeba wybierać - zdrowe ambicje albo zdrowe ciało.
Całe szczęście wybór ten był dla mnie aż zbyt prosty - wygrała ambicja. Pal licho zdrowie, mogę skończyć ten trening w gipsie, byle by bez trwałego uszczerbku na zdrowiu. Tylko owoce ciężkiego treningu są dobre w smaku, nie zamierzałem zadowolić się półśrodkami. Kapitan najwyraźniej wiedział, że takie będzie moje podejście i dlatego dawał mi taki wycisk. Okej, aprobuję. Do czasu. Powietrze nagle zgęstniało, poczułem w nim presję jaką nałożył na mnie przy pomocy swojego reiatsu. Ciało zrobiło się cięższe, oddech nierówny.
Gnój. Nie dość, że ledwo stoję, to jeszcze rzuca mi kłody pod nogi. Dobra, będziemy grać na twoich zasadach.-pomyślałem krótko. Natychmiast skierowałem swoją energię duchową do nóg, by nie upaść i nieco załagodzić ból. Póki co były posłuszne, tak więc zacząłem bieg do przodu, najszybciej jak tylko mogłem. Już po pierwszym Shunpo poczułem, że walka jest nierówna, kroki wywoływały przenikliwe kłucie w nogach, które połączone z tym słabszym, tępym bólem były prawdziwą agonią. Zagryzłem wargi, zacisnąłem pięści i kontynuowałem. Nie zauważyłem znacznej różnicy w mojej prędkości. Nie zauważyłem także Kapitana, który nagle pojawił się znikąd i wycelował we mnie swój palec. Nic nie widziałem, aż w końcu znalazłem się na glebie, w bezruchu. Z trudem podniosłem wzrok na jego twarz i zakląłem pod nosem w imię swojej bezsilności. Zaraz potem, niesiony gniewem, zerwałem się podnosząc rzuconą przez niego rękawicę.
To ch*j. Pierw zmusza mnie do nieludzkiego wysiłku, potem żeby było zabawniej kładzie na mnie nacisk, a na samym końcu jeszcze to mnie strzela demoniczną magią! Co to za barbarzyńskie warunki?!
-To nie było miłe, Kapitanie!-warknąłem, dopiero po chwili zdając sobie, że to niestosowny ton.-Jak będziemy tak trenować za często to zaraz zostanę Głównodowodzącym.-zażartowałem, by rozładować napięcie i puścić w niepamięć moje nieokrzesanie.
Gdy tylko się pozbierałem, ruszyłem do dalszej walki. Walki, bo czegoś takiego nie można nazwać treningiem. Biegłem co tchu, rozglądając się, by ostatecznie nie dostrzec go i skończyć na glebie. Incydent ten powtarzał się cyklicznie, raz po raz, a ja nie byłem w stanie nic na to poradzić. To była różnica w sile, a najbardziej dobijał fakt, że dobrze wiem, że używał na mnie może 5-10% swojej prawdziwej siły, bym nie skończył jako petent w zakładzie pogrzebowym.
Moja twarz spoważniała, zastygła, jako jedyne mięśnie, którym na to pozwoliłem. Skupiłem się całkowicie na osiągnięciu celu, jednocześnie wypatrując pojawienia się kapitana. Do pokonania została ostatnia prosta, udało mi się także uniknąć jednego Shou, bardziej przez przypadek, niż umyślnie, jednak dało mi to sporo do myślenia. Kapitan trafił na moment, gdy akurat skończyłem krok. Gdy wystrzelił, zaczynałem następny, co spowodowało, że różnica prędkości umożliwiła mi unik. To był klucz do rozwiązania tego problemu. Wytarłem twarz mokrym rękawem, i wytężyłem wzrok do granic możliwości.
-Widzę Cię Kapitanie.-szepnąłem bardziej do siebie, niż do niego, gdy pojawił się ponownie z wycelowanym palcem. Co prawda widziałem tylko smugę, jednak on nie musiał o tym wiedzieć. Natychmiast zakończyłem krok i ułamek sekundy rozpocząłem kolejny, wyciskając z nóg 120%. By być pewnym swojego uniku pochyliłem się nieco. Ba, zamierzałem być cwany i pokazać mu, że nie jestem szarym dywizjonistą. Zaraz po uniku zobaczył bowiem mój palec wycelowany prosto w niego.
-Hadou no Ichi: Shou!-wykrzyczałem i zacząłem pruć do przodu jakby zależało od tego moje życie. Zostało tylko kilkanaście metrów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Varagarv
Wesoły Morderca
avatar

Liczba postów : 287
Join date : 03/07/2014

PisanieTemat: Re: Pole treningowe   Pią Cze 12, 2015 1:24 pm

MG

Ojej, uniknął ostatniego shou i jeszcze zdołał wystrzelić własne. Ojej. Kenjiro chyba powinien napomknąć, że ten nie może atakować, ani nic, ale plus za inwencje. - Shou. - mruknął od niechcenia, by zbić czar swojego ucznia. Ah to lenistwo.
Prawie mu się udało.
Prawie.
Jednak tuż przed końcem trasy, kapitan pojawił się niczym demon prędkość dosłownie znikąd, a następnie zgrabnym ruchem pochwycił katanę młodzika i po prostu mu ją zabrał. Ponownie zniknął i pojawił się kilka metrów dalej, zaczepiając zanpaktou u swojego lewego boku.
- Może być. Kolejne zadanie: jeśli chcesz odzyskać swój miecz, to po prostu mi go zabierz. Masz na to 15 minut, jeśli oczywiście wytrzymasz tyle. Do dyspozycji masz tylko shunpo i swoje ciało, nic więcej. Ja zaś zamknę oczy i rzecz jasna przystosuje się do twojej prędkości. - wyjaśnił i zrobił jak powiedział.

Quest numer dwa: celujący.
Quest numer trzy: odbierz swoją katanę, ale pamiętaj że presja cały czas naciska. Tym razem piszesz w niedokonanym i ja oceniam, czy ci wyjdzie, czy nie wyjdzie.
Tak tylko informuje: ja wiem, że w normalnej walce MG, by ci zaserwował po takim wysiłku spotkanie z ziemią i wymioty, o ile miałbyś czym jeszcze rzygać, ale to trening, to się rządzi trochę innymi prawami.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mashi
Członek Dywizji
avatar

Liczba postów : 26
Join date : 08/06/2015

PisanieTemat: Re: Pole treningowe   Pią Cze 12, 2015 4:53 pm

Tak blisko sukcesu. Tak blisko, by móc wreszcie złapać oddech, paść na glebę szczęśliwym, że się udało. Niestety. Kapitan miał inne życzenie, postanowił pastwić się nad moim trudem i dręczyć moją duszę jakbym wylądował w piekle, a nie w Społeczności Dusz. Ten trening to nie była już nawet walką, to powoli przeradzało się w tortury.
Zabrakło mi jednego kroku... Jeden krok... a on pojawił się znikąd, szybki jest...
Po chwili Sakakibara-taicho stał kilka metrów dalej, z moją kataną. Straciłem wszystkie chęci, straciłem entuzjazm. Straciłem świadomość.
Moje ciało zaczęło bezwładnie opadać na ziemię, w oczach można było dostrzec pustkę, spojrzenie zrobiło się mętne. W tym ciele już mnie nie było.

Gdy otworzyłem oczy znalazłem się w zupełnie innym miejscu. Mrok powoli się rozjaśniał, jego miejsce zaczął zajmować czarny jak węgiel, dym. Dostrzegłem pracującą maszynerię, otaczała mnie z każdej strony i mimo iż wydawało się, że maszyny wykonują ciężką pracę, panowała całkowita cisza.
Halo... halo... halo...-mimo iż pomyślałem o tym tylko raz, myśl ta poniosła się echem i powracała do mnie. Miałem wrażenie, że już kiedyś tu byłem. Tylko kiedy? I w jakich okolicznościach? Nie miałem najmniejszego pojęcia. Co gorsze, byłem świadomy, że jeszcze niedawno trenowałem z kapitanem do ostatniego tchu. Czyżby ten dech był dosłownie ostatnim?
Jest tu ktoś...? jest tu ktoś... jest tu ktoś... Halo! halo... halo...
-Zamknij pysk do cholery! Przestań ujadać jak dzieciak!-ostry, donośny głos wcisnął mi się w uszy i wywołał strasznie nieprzyjemny dreszcz. Odwróciłem się w jego kierunku, ujrzałem mężczyznę siedzącego na jednej z maszyn. Moje oczy zrobiły się wielkie jak pięciozłotówki, a ja uśmiechnąłem się szeroko.
-Nurarihyon-san! Dawnośmy się nie widzie...-przerwał mi.-Powiedziałem, żebyś się zamknął! Słuchaj szczeniaku, jestem do cholery jasnej twoim mieczem!  Nie obchodzi mnie jak to zrobisz, jesteś frajerem, więc na wiele nie liczę, ale masz mnie kurwa odebrać temu kolesiowi, choćbyś został przy tym kadłubkiem, rozumiemy się?! Spróbuj tylko zawieść, a kiedy będziesz w potrzebie ja też przez przypadek zawiodę.-zaczął się wygrażać, a ja czułem, że wcale nie żartuje. Sam fakt, że opanowałem Shikai był jednym wielkim nieporozumieniem, brutalną siłą zmusiłem miecz do posłuszeństwa, jednak jego wola pozostawała niewzruszona. Niestety, beznadziejny przypadek, gdy nie możesz dojść do porozumienia z własnym ostrzem.
-Mam Ci przypomnieć, kto tu jest panem?-zapytałem równie ostro.-Mam Ci przypomnieć, że właśnie straciłeś świadomość? W sumie to ch*j mnie to obchodzi, ale potrzebuję Cię, żebyś zabrał mnie temu kolesiowi. Pomogę Ci wrócić do ciała, choć sam wolałbym Cię wcisnąć w trumnę, gdyby nie pochowano mnie razem z Tobą. Moje istnienie jest ważniejsze, więc ani waż się poddawać i wypie*dalaj stąd!-na tym też kończąc rozmowę, błyskawicznie znalazł się przy mnie i kopniakiem z półobrotu posłał mnie w stronę maszyny, dokładniej do zasilającego ją pieca. Tam też zniknąłem.

Chcę się poddać... nie mam już siły... walczyć...
Klik.

W tym czasie na oczach kapitana działy się niesłychane rzeczy. Ciało, które miało właśnie bezwiednie opaść na ziemię, zatrzymało się dziesięć centymetrów nad nią, by nagle wybuchnąć fioletowym reiatsu, niczym gejzer lub wulkan. Spojrzenie z każdą chwilą robiło się ostrzejsze, po żyłach niczym krew krążyła zabójcza mieszanka, adrenalina i energia duchowa. Moje ciało wisiało nad ziemią tylko przez chwilę, by ostatecznie zacząć wracać do pionu, jakby niesione magiczną siłą. Rozciągnąłem się, zacząłem strzelać kostkami, nakazując każdej komórce swojego ciała bezwzględne posłuszeństwo. Dobrze wiedziałem, że po tym treningu zakwasy będą najmniejszym zmartwieniem, dlatego nie zamierzałem się powstrzymywać. Energia duchowa powoli słabła, by ostatecznie unormować się i na powrót zasilić kończyny.
-Piętnaście minut? Będę walczył póki ostatnia komórka mojego ciała nie eksploduje od wysiłku! Nadchodzę!-moje oczy płonęły purpurą, dało się wyczuć, że jestem inny niż zwykle. To nie było jednak istotne. liczył się tylko mój Zanpaktou, znajdujący się u boku kapitana, oraz ogromna żądza odzyskania go. Bębny zaczęły bić w głowie, rozsadzać skronie. Mimo to, dziwnym sposobem zachowałem spokój, wyglądałem na opanowanego.
Strzeliłem do przodu jak z procy, z zamiarem pojawienia się za kapitanem. Jeden, dwa, trzy kroki po bokach, z lekkością, która wcześniej wydawała się niewyobrażalna. Celem były plecy, zabójca pokusiłby się o uderzenie w nerkę, by złamać przeciwnika, jednak wiedziałem, że dla mnie ten cel jest jeszcze daleko poza zasięgiem. Zmieniłem taktykę, starałem się odebrać mu miecz bez sayi, po prostu dobyć go. Gdyby to nie poskutkowało, kontynuuję skakanie z Sakakibarą-san po całym terenie, starając się z każdą chwilą zwiększać tempo. Dobrze wiedziałem, że odbije mi się to nie byle czkawką, ale w tej chwili było to nieistotne.
Myśl tylko o sobie, spełniaj tylko swoje potrzeby. Walcz dla przyjemności, nie z przymusu. Jeśli walka nie sprawia Ci przyjemności, uznaj ją za konieczność dla rozwinięcia umiejętności. Rozwój jest przeciwieństwem stagnacji. Rozwój jest tym, czego pragniesz. Umiejętności pozwolą mi zdobyć to, co jest poza zasięgiem.-powtarzałem sobie w kółko, bawiąc się w tego przerażającego berka.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Varagarv
Wesoły Morderca
avatar

Liczba postów : 287
Join date : 03/07/2014

PisanieTemat: Re: Pole treningowe   Nie Cze 14, 2015 6:32 pm

MG

Działy się cuda na kiju, a przynajmniej tak mógłby pomyśleć jakiś zwykły Kowalski. Jednak nie Kenjiro. Wiedział dobrze, że ten młodzik stara się wykorzystać wszystko co ma, wykorzystać ostatnie opary benzyny, by tylko dojechać do upragnionego celu.
Chciał zajść kapitana od tyłu, sprytne, jednak przewidywalne. Może i miał zamknięte oczy, ale w dalszym ciągu miał do dyspozycji wyczuwanie energii i swoje doświadczenie bitewne. Dlatego bez problemu zrobił unik w bok i zrugał swojego ucznia, trzasnąwszy go niezbyt mocno jego własnym zanem po wyciągniętej ręce. Następnie się zaśmiał i zaczął uciekać tyłem, mając przed sobą Mashiego.
- Kontrola reiatsu, Zetsubouou-kun. Postaraj się wycisnąć z mięśni jak najwięcej przy jak najmniejszej jej ilości. - powiedział, robiąc w dalszym ciągu zwinne uniki i co i raz uderzając mieczem po łapkach. Ale po tym wyciągając go przed siebie, by uczniak miał łatwiej.

Quest numer trzy: celujący.
Quest numer cztery: to samo co poprzednio, a presja ciśnie i ciśnie.

Takie coś ode mnie: gadanie ze swoim zanem jest jak najbardziej możliwe, z tym, że wymaga to medytacji, często z mieczem, gdzieś blisko siebie. Takie pogaduszki w ferworze walki są niemożliwe. No, chyba że MG powie inaczej.
Uznam to teraz, bo dobry pomysł, ale na następny raz pamiętaj.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mashi
Członek Dywizji
avatar

Liczba postów : 26
Join date : 08/06/2015

PisanieTemat: Re: Pole treningowe   Sob Cze 20, 2015 4:08 pm

Mój ciężki oddech z każdą chwilą stawał się coraz spokojniejszy. Z trudem, po mękach, zacząłem się przyzwyczajać do tempa tego nierównego pojedynku. Owszem, było to spowodowane tylko i wyłącznie ogromną chęcią wyjścia z tej sytuacji obronną ręką, jednakże dawało mi niepomierną satysfakcję, że potrafię znaleźć się na tym poziomie. Nawet trzaśnięcie w wyciągniętą dłoń nie zadziałało negatywnie na moje podejście, wręcz przeciwnie, tylko dolewało oliwy do ognia.
-Łatwo powiedzieć, panie Kapitanie.-odparłem mu, wciąż widząc wyciekającą ze mnie energię duchową. Trzeba było naprawić ten problem, kapitan z pewnością widział mnie jak jasno żarzącą się żarówkę, mimo zamkniętych powiek. Wziąłem głęboki wdech, zamknąłem oczy, starałem się uspokoić, wyciszyć. Mimo iż serce pompowało krew w zawrotnym tempie, musiałem odwrócić ten proces. Sztuka szybkiego poruszania się nie służy tylko awanturnikom - jest także sztuką skrytobójców. Wyobraziłem sobie w głowie kran, stopniowo zacząłem zakręcać kurek, tym samym zmniejszając ilość reiatsu do całkowitego minimum, wymaganego bym utrzymał się na nogach. Gdy otworzyłem oczy fioletowej poświaty już nie było, a więc próba zakończyła się powodzeniem. Wykonałem niepewnie kilka kroków, by sprawdzić swoje możliwości, po czym ruszyłem na powrót do walki. Naprężyłem mięśnie do granic możliwości i użyłem Shunpo do kapitana, starając się po raz kolejny odebrać swój miecz. Gdyby to nie powiodło się, oczywiście plan był skonstruowany kilka kroków do przodu. Starałem się unikać uderzeń w rączki, rozglądałem się uważnie, szukałem luki w jego pozycji, choć nie dostrzegałem żadnej. Rozglądałem się za jeszcze jedną rzeczą - za kamieniami. Starałem się w trakcie kolejnych Shunpo do kapitana, porwać jeden lub dwa kamienie i schować do kieszeni. Gdy ilość skał zaczęła mi dokuczać, przygotowania uznałem za zakończone. Kolejny krok wykonałem nieco w bok, od kapitana, jednocześnie rzucając kamień w przeciwnym kierunku. Następny krok po raz kolejny miał na celu próbę odebrania miecza. Gdyby ta zakończyła się powodzeniem byłbym usatysfakcjonowany, jednak podejrzewałem, że nie będzie tak łatwo. Następny krok - cztery kamienie wyrzucone w dwóch kierunkach, miały za zadanie stworzyć iluzję, zmylić słuch kapitana, sprawić, by zaczął się zastanawiać, w którym miejscu się znajduję. Ostatni z tych kroków zakończyłem będąc pięć metrów od niego. Był to decydujący moment, wyrzuciłem sześć kamieni, w trzech różnych kierunkach, samemu nie poruszając się nawet o centymetr. Nie miałem pojęcia, czy to zadziała, przecież nie wiem jak ostry jest słuch kapitana. Następne wkładając całą swoją wiarę i siłę prosto do mięśni nóg, ruszyłem odebrać katanę, z nadzieją na sukces.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Varagarv
Wesoły Morderca
avatar

Liczba postów : 287
Join date : 03/07/2014

PisanieTemat: Re: Pole treningowe   Nie Cze 21, 2015 3:37 pm

MG

Manewr z kamieniami był pomysłowy i na pewno, by zadziałał na kogoś innego, lecz nie na kapitana - i nie chodzi o to, że miał godmode (bo miał, ale to inna bajka), ale o to, że kamienie nie wydzielają reiatsu. Zaś Mashi tak. Może i zatamował jego wyciek, lecz jak wiadomo, nie da się go kompletnie zablokować. Przynajmniej nie na jego obecnym poziomie. Poza tym do shunpo potrzebna była energia, a że miał przed sobą kapitana... no cóż.
Mimo to, nasz Kenjiro ucieszył się, że ma tak zdolnego ucznia, który wykonywał wszystkiego jego polecenia, nie wspominając o przezwyciężaniu trudności jakie mu nałożył oraz - co najlepsze - dołożył coś od siebie. Można było mieć pewność, że jeśli nie zaniedba treningów, kiedyś będzie potężnym shinigami, którego siła będzie respektowana przez wielu.
- Masz mnie, Zetsubouou-kun. Gratuluje. - powiedział, wypuszczając katanę ze swych rąk, a która po chwili została złapana przez swego właściciela. - Dobrze się starałeś, jestem zadowolony. Mam tylko nadzieje, że nie spoczniesz na laurach... to byłoby niefortunne. A teraz. - urwał i 'teleportował' się na pobliski murek, już z otwartą książką w ręku.
- Muszę zająć się swoimi obowiązkami, mam nadzieje, że jeszcze wpadniesz do mnie na trening. - rzekł i po chwili go nie było, a presja kompletnie zanikła.
Nasz dywizjonista mógł być z siebie dumny. Chyba.

Gratuluje, zaliczyłeś trening. A teraz wrzuć jego zakończenie tam gdzie trzeba, pamiętając o odpowiednim wzorze.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mashi
Członek Dywizji
avatar

Liczba postów : 26
Join date : 08/06/2015

PisanieTemat: Re: Pole treningowe   Pon Cze 22, 2015 3:08 pm

Początkowo moje oczy otworzyły się do granic z niedowierzania, że udało mi się osiągnąć cel tego treningu - odzyskać Zanpaktou. Potem jednak poczułem smak goryczy, dobrze wiedziałem, że dla Kapitana była to ledwie zabawa, pewnie zresztą niezbyt interesująca. Umieściłem katanę w Sayi, a następnie zawiesiłem ją na pasie. Kapitan zaczął coś mówić, jednak jego słowa odbijały się ode mnie niczym groch od ściany. Gdy skończył ukłoniłem się tylko i wyrecytowałem podziękowanie, po czym udałem się na (wieczny) odpoczynek. Zupełnie bez jaźni, dotarłem do swojego pokoju, gdzie pokazowo, niczym worek kartofli, runąłem na ziemię i momentalnie zasnąłem. Był to chyba najcięższy sen jaki kiedykolwiek miałem, ktoś patrzący z boku mógłby zaniepokojony zawołać oddział czwarty uznając mnie za zwłoki.

z/t

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karuta
Członek Dywizji // Mahō-shōjo Daikō!
avatar

Liczba postów : 31
Join date : 25/05/2015

PisanieTemat: Re: Pole treningowe   Sro Lip 08, 2015 5:56 pm

Plan na dziś był prosty - zdobyć arbuza. W międzyczasie znaleźć kogoś, kto mógłby jej pomóc z treningiem. Choć obecnie w całym Seireitei panował względny spokój, to nie wiadomo, kiedy sytuacja się zmieni. Nawet jej lenistwo nie było usprawiedliwieniem na zaniechanie wszelakich ćwiczeń, dlatego też nieco smętnie przechadzała się przez plac treningowy, rozglądając za jakimś nieszczęśnikiem. Nie chodziło wszak o wysiłek. Po prostu odbębnić, co ma do odbębnienia i pokazać, że jest aktywna (i przy okazji napisać ładnie w raporcie, że pracuje nad swoimi umiejętnościami). Wolałaby jednak zakupić arbuza i leżeć na tarasie w koszarach w samej koszuli, świecąc majtkami na prawo i lewo (jak to jest, że towarzysze z nią jeszcze wytrzymywali?). Mając taki szczytny cel ubrana była całkiem zwyczajnie - w czarne kimono i hakamę, nawet mając na głowie swoje włosy zamiast peruki! Arbuz był ważniejszy. Albo nawet dwa... Nigdy nie wiesz, czy ktoś nie zechce się dołączyć! Nieświadomie zaczęła zawracać w stronę wyjścia. Arbuz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beritra
Números
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/05/2015
Age : 27

PisanieTemat: Re: Pole treningowe   Sro Lip 08, 2015 6:37 pm

[MG]

Mamy samo południe w Soul Society. Pogoda standardowa jak w Soul Society - czyli słonecznie, bez chmur i ciepło. Zwykły dzień nie wyróżniający się na tle innych dni...

Kierując się w stronę wyjścia dostrzegasz drobną dziewuszkę stojącą przed jedną z fontann. Nie wyglądała zbyt spektakularnie, przypominała bardziej uczennicę szkoły podstawowej... Tak, wyglądała jak klasyczna japońska czternastolatka z czarnymi włosami średniej długości, które spięte były w dwa kucyki dosyć wysoko na głowie. Ubrana była w klasyczny uniform shinigami, a przy jej lewym boku znajdowała się katana - też z daleka niczym nie wyróżniająca się spośród wielu innych. Od schematu odrywało się tylko jej zachowanie, bowiem stała z wyciągniętą prawą ręką w kierunku wody, zupełnie jakby chciała jej dosięgnąć, a nie potrafiła. Mamrotała coś pod nosem i przestępowała nieco nerwowo z nogi na nogę. Może nienormalna?

_________________

Nudzisz się? Potrzebujesz MG? Nie przeszkadza ci mój styl pisania? Skontaktuj się ze mną, a zobaczę co da sie zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karuta
Członek Dywizji // Mahō-shōjo Daikō!
avatar

Liczba postów : 31
Join date : 25/05/2015

PisanieTemat: Re: Pole treningowe   Sro Lip 08, 2015 10:52 pm

Dopiero w momencie dostrzeżenie dziewczyny, Karuta zdała sobie sprawę, że idzie w zupełnie złym kierunku. Miała przecież poćwiczyć z jakimś przypadkowym znajomym, a nie opuszczać tereny dywizjonu! Westchnęła cichutko nad samą sobą, po czym ruszyła w stronę fontanny, przyglądając się uważniej czarnowłosej. Czy ona ją znała... Musiała, jeśli była z ósemki. Hmm... Imię... Imię... Potrzebowała imienia, a to wymykało się z jej pamięci. No nic. Jakoś to będzie, może.
- Hej... ty... - Zaczęła bardzo niezręcznie, jednak nawet przerwa i lekkie zawahanie w jej głosie nie zmieniły jej nieco znudzonej miny, pewnej tego, co zamierza zrobić. - Wszystko w porządku? - Przeniosła niebieskie oczęta na jej wyciągniętą rękę i wodę z fontanny, by znów przenieść spojrzenie na twarz młodziutko wyglądającej dziewczyny. - Huum... - Cichutki odgłos zamyślenia wydostał się z ust Suzuhary. Czy to była jej opcja, która porzuciła na rzecz arbuza? Wyjście było na wyciągnięcie ręki, ale wątpiła, by kapitan przyjął do wiadomości, że wycieczka do sklepu i z powrotem była odpowiednią formą treningu. Splotła dłonie za plecami, przyglądając się shinigami. - Mogę się dołączyć? - zapytała po dłużej chwili. Najwidoczniej w tym czasie zastanawiała się nad odpowiednim przebiegiem wypadków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beritra
Números
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/05/2015
Age : 27

PisanieTemat: Re: Pole treningowe   Sro Lip 08, 2015 11:51 pm

[MG]

Przez chwilę wydawało się, jakby słowa nie docierały do dziewczyny. Cokolwiek robiła - była na tym bardzo skupiona. Nagle jednak strumień wody pomknął w stronę Karuty, co skończyło się przemoczonym rękawem. Młoda shinigami zamrugała kilka razy najwyraźniej wyrwana z transu i...rzuciła się z przeprosinami.
- Najmocniej przepraszam, rozproszyłaś mnie - rzekła delikatnym głosem i skłoniła się przed dziewczyną - Nie chciałam tego zrobić, naprawdę - dodała.
Pozostało się zastanawiać nad tym jak ona to zrobiła...
- Mów mi Aki - rzekła nagle shinigami i uśmiechnęła się lekko. Nie znały się osobiście, więc trzeba dokonać formalności.

_________________

Nudzisz się? Potrzebujesz MG? Nie przeszkadza ci mój styl pisania? Skontaktuj się ze mną, a zobaczę co da sie zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karuta
Członek Dywizji // Mahō-shōjo Daikō!
avatar

Liczba postów : 31
Join date : 25/05/2015

PisanieTemat: Re: Pole treningowe   Pią Lip 10, 2015 10:54 pm

Brak reakcji ze strony dziewczyny motywował Karutę do odpuszczenia sobie i pójścia po tego arbuza, gdy nagle strużka wody poleciała w jej stronę i oblała jej kimono. I to zatrzymało dziewczę w miejscu, które nie do końca zrozumiało, co się właśnie stało i czemu rękaw jest mokry. Spojrzała na niego ze zdziwieniem, później równie zdziwione spojrzenie powędrowało w stronę Ami. Ciche parsknięcie wydobyło się z ust brązowowłosej, która uśmiechnęła się w stronę shinigami.
- Nic się nie stało, to mój błąd - odpowiedziała na te przeprosiny beztrosko, niespecjalnie przejmując się rękawem. Wyschnie prędzej, czy później. - Suzuhara. - Przedstawiła się i również skłoniła, wymieniając grzeczności pierwszego spotkania. - Co takiego robiłaś, Ami? - zapytała, poniekąd z grzeczności. Woda sama z siebie nie lata. Może przy okazji sama spróbuje sztuczki i jakoś ładnie to ubierze w słowa w raporcie?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beritra
Números
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/05/2015
Age : 27

PisanieTemat: Re: Pole treningowe   Sob Lip 11, 2015 3:51 pm

[MG]


- Aki - poprawiła dziewczynę krótko z lekkim uśmiechem. Niby to drobny szczegół, ale dla niej jednak istotny. Przed następną odpowiedzią zastanowiła się chwilę i spojrzała na fontannę.
- Trenowałam - kolejna krótka odpowiedź. Z niepokojem spojrzała na shinigami jakby się bała jej reakcji. Jej treningi nie były tak spektakularne jak reszty dywizjonistów, jednak Aki nie przepadała za bezsensownym machaniem mieczem w prawo i w lewo czy za walką z drewnianymi kukłami. Nie...ona skupiała się zawsze na treningu duchowym i choć nie uważała siebie za perfekcjonistkę w tej dziedzinie, to jednak musiała uznać, ze była całkiem dobra. Kto inny potrafi zmusić wodę żeby podążała w konkretnym kierunku? A jej się to właśnie udało!
Po chwili przypomniała sobie, że znajoma już nieznajoma zapytała wcześniej czy może dołączyć.
- Możesz sie przyłączyć jeśli chcesz. Trenuję reiryoku. Konkretniej kontrolę nad energią nadawając jej odpowiedni kształt i kierunek... - powiedziała z uśmiechem i zaprosiła ją gestem do fontanny.
- Najpierw jednak musisz pokazać mi ile masz reiatsu, żebyśmy nie zrobiły sobie przypadkiem krzywdy - rzekła obserwując reakcję dziewczyny po czym dodała - po prostu pozwól jej "wyciekać", pokaż mi swoją presję...

_________________

Nudzisz się? Potrzebujesz MG? Nie przeszkadza ci mój styl pisania? Skontaktuj się ze mną, a zobaczę co da sie zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karuta
Członek Dywizji // Mahō-shōjo Daikō!
avatar

Liczba postów : 31
Join date : 25/05/2015

PisanieTemat: Re: Pole treningowe   Nie Lip 19, 2015 11:29 pm

Huh? Ara? Ami? Aki? Czyżby właśnie popełniła najbardziej żałosnego faila wszech czasów? Czy było z nią już tak źle? Czy właśnie powiedziała do tej dziewczynki Ami zamiast Aki? Czy to już? Statość, demencja, Alzheimer? Przyłożyła dłoń do twarzy, chcąc ukryć swoje zażenowanie i pokiwała głową. Aki... Aki... Miała nadzieję, że nie wyjdzie to poza mury dywizji. Pokiwała głową po raz kolejny, nie zmieniając pozycji. Trenowała. Wszystko jasne. A ona jej przeszkodziła.
... Czy wyjście po arbuza musiało nastręczać tyle trudności? Wewnętrznie zapłakała. Odsłoniła twarz, bo było to niegrzeczne i jeszcze raz przyjrzała się shinigami. Czy to na pewno było w porządku? Uśmiechnęła się lekko w stronę czarnowłosej.
- Hej, reiryoku jest ważne! Dlatego z wielką chęcią się przyłączę! Jeżeli tego nie zrobię, kapitan niedługo zażąda mojej głowy, a ją wolałabym mieć na miejscu! - odpowiedziała lekko, nieco się śmiejąc z własnej nieuwagi i sytuacji. Co zrobić... Podeszła bliżej, gotowa na wszelkie instrukcje ze strony nowej znajomej. Presja... czyli miała zrobić się tak straszna, jak kapitan czasami? Brr. Aż przeszły ją ciarki na samą myśl. Jednak skoro od tego trzeba było zacząć, niech będzie. Pozwoliła, by zgromadzona energia płynęła bez żadnych przeszkód i mogła opuścić jej ciało, wypełniając otoczenie. Z pewnością nie było tego wiele. Jak myślicie, co robiła przez ostatnie dziesięciolecie?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beritra
Números
avatar

Liczba postów : 77
Join date : 31/05/2015
Age : 27

PisanieTemat: Re: Pole treningowe   Sro Lip 22, 2015 3:24 pm

[MG]

Z pewnością, przez ostatnie dziesięciolecie Karuta wpierniczała arbuzy...
Zaśmiała się serdecznie widząc zakłopotanie towarzyszki
- Nie przejmuj się, to się zdarza każdemu - rzekła spokojnie pozwalając jej po chwili działać. Krytycznym spojrzeniem obserwowała dziewczynę, kiedy ta pokazywała swoją energię. Oceniała...
- Masz rację...Reiryoku jest bardzo ważne, choć wielu o nim zapomina i trenuje tylko walkę, a przecież nie potrafiąc kontrolować reiatsu, używanie kidou jest praktycznie niemożliwe - powiedziała jakby była lekko zawiedziona tą sytuacją. Tak...młodzi shinigami zwykle rzucają się z mieczem lub pięściami w przeciwnika, a przecież wystarczy trochę własnej energii żeby go powalić.
- Ok, teraz skup się na energii, uformuj z niej pocisk i skieruj w tamtą kukłę - rzekła wskazując ręką na najbliższą słomianą kukłę. Ciekawa była, jak dziewczyna poradzi sobie z tym zadaniem i jak będzie wyglądał jej pocisk. Czy będzie widoczny? Jaką będzie miał formę? No i przede wszystkim - jakie obrażenia odniesie kukła?

_________________

Nudzisz się? Potrzebujesz MG? Nie przeszkadza ci mój styl pisania? Skontaktuj się ze mną, a zobaczę co da sie zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pole treningowe   

Powrót do góry Go down
 
Pole treningowe
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Płaska ziemia - czy można tej teorii zaprzeczyć?
» Rezonans Schumana.... czyżby Bóg skracał czas????
» Pole Bitewne

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Reiryoku ::  :: SEIREITEI :: Dywizja VIII :: Tereny Dywizjonu-
Skocz do:  






BlackButler

HogwartDream