IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Komnata Urruru

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Urruru
Números
avatar

Liczba postów : 187
Join date : 02/06/2015
Age : 100

PisanieTemat: Komnata Urruru   Wto Cze 09, 2015 9:17 pm

Całkiem przestronne pomieszczenie ze ścianami i podłogą nie odbiegającymi wystrojem od reszty budynku. Przez trzy okna wpada jakieś nijakie światło oświetlając równie nijakie meble. Znajdowało się tam zwykłe łóżko jednoosobowe, ale dosyć szerokie, stojące w jednym z kątów pokoju. Przy przeciwległej ścianie stał potężny regał z książkami i zeszytami pełnymi notatek, obok obszerne biurko z pomocami naukowymi i szafa z akcesoriami laboratoryjnymi. Był tam jeszcze niski regał, całkowicie pusty, oraz szafa jednodrzwiowa, w której schowane było kilka koszul w różnych kolorach. Schowane były pod zapasowymi ubraniami, aby w razie czego nikt ich nie znalazł. Po pokoju drogę swą przebywał także zwykły kwadratowy stolik na kółkach, którym często przesuwała spacerując po pomieszczeniu. Ogólnie panował tu porządek, chyba, że była w trakcie pracy - wtedy biurko zaśmiecone było zeszytami, czasami stolik, ale nigdy podłoga.
Plan pokoju

Dzisiaj był taki dzień, w którym Urruru nie miała kompletnie swojej naukowej weny. Czasami niestety się to zdarzało. Chodziła bezmyślnie po pokoju, czasami przestawiając stolik na kółkach. Zastanawiała się czym by się zająć, ale każdy niedopracowany temat wydawał się jej niewarty dalszych rozważań lub po prostu jej się nie chciało. A może po prostu musi się przewietrzyć? Niezbyt lubiła bezmyślne wałęsanie się po terenach Las Noches, a nie miała do kogo iść. Wyjrzała przez okno. Krajobrazy nie były zachęcające, ale może jednak? Co innego mogłaby tu robić dzisiaj?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Varagarv
Wesoły Morderca
avatar

Liczba postów : 287
Join date : 03/07/2014

PisanieTemat: Re: Komnata Urruru   Sro Cze 10, 2015 10:51 am

MG

Nagle do drzwi komnaty rozległo się pukanie. Wpierw spokojne, jednak z każdą chwilą zwłoki mieszkanki tego miejsca, co raz bardziej energiczne i zniecierpliwione. Jeśli jednak wreszcie nasza Arrancarka postanowi uchylić wrota, ujrzy przed sobą niezbyt wysokiego, różowowłosego (farbowany) pobratymca z maską na połowę lica. Widać przemiana niezbyt mu wyszła. Do tego miał za długie jak na swoje łapy, rękawy kubraka. Ewidentnie kogoś przypominał.
- Ty jesteś Urruru Márquez? - zapytał, zniecierpliwiony, nawet się nie witając. O jak niegrzecznie. Gdy dziewczyna mu przytaknie, bez pardonu złapie ją za rękę, a następnie za sobą pociągnie, wywlekając za murów swojej bezpiecznej komnaty. - Rusz żesz się, Neglia-sama* chce cię widzieć. - po chwili jednak się zamyślił i ją puścił.
- A, weź ze sobą jeszcze co tam chcesz. - ciężko jednak było stwierdzić o co mu chodzi. Jednak zbyt długo nie miał zamiaru czekać. Jeśli Urruru miała zamiar się zastawiać o co może chodzić, ponownie ją złapie i pociągnie za sobą.
- Jeśli będziesz się ociągać, to Neglia-sama cię zje. Chodź, chodź, mojemu panu nie można pozwolić czekać. - właściwie to mało go obchodziło co się stanie przedstawicielce płci pięknej, jeśli espada się wkurzy, ale wiedział również, że jemu może również się oberwać. W końcu dostał zadanie, by ją sprowadzić. Jeśli tego nie wykona, to równie dobrze może sobie kopać dół.

* ten gość: KLIK.

[zt - w swoim poście również robisz 'zt'; a gdzie idziem rzucę ci na pw]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Urruru
Números
avatar

Liczba postów : 187
Join date : 02/06/2015
Age : 100

PisanieTemat: Re: Komnata Urruru   Sro Cze 10, 2015 8:20 pm

Usłyszała pukanie. Ale równie dobrze po prostu ktoś mógł się przewrócić i uderzyć o jej drzwi. Tu się dzieją przecież różne szalone rzeczy. Ale ktoś zapukał ponownie. Czyli to nie jest przypadek. Podeszła do drzwi i ostrożnie je otworzyła. Widok członka Espady przestraszył ją.
- Dzień dobry... - chciała się przywitać nie ukazując strachu, ale nie skończywszy nawet została spytana o tożsamość. - Tak, to ja.
Czyżby coś przeskrobała? Ręka automatycznie powędrowała jej w kierunku złotej kokardki pod szyją. Dzień sądu nadchodzi?
Nie zdążyła się zbytnio nad tym zastanowić, gdyż została złapana za drugą rękę i pociągnięta. Arrancar był silny, ale Urruru przygotowana była na nieprzewidywany atak, chociaż sądziła, że raczej zabije ją na miejscu. A on nawet poinformował ją dokąd ją zabiera. Wolałaby jednak umrzeć niż iść do kolejnego członka Espady. Ale przynajmniej dostała szansę na zabranie czegoś. Wykorzystała ostatnie chwile jakiegoś tam rodzaju wolności i szybko zgarnęła swój miecz z regału dyskretnie wsuwając go za pas pod płaszczem. Przemknęła jej przez głowę myśl, żeby może pas lepiej zapiąć, nie miała zamiaru zgubić spodni... ale nie miała też czasu, przecież grożono jej zjedzeniem... A to oznaczało, że celem wizyty u Espady nie będzie kara śmierci. Chyba. Wychodząc z pokoju przypomniała sobie o kokardce. Nie miała czasu na cofanie się, więc tylko nerwowym odruchem chwyciła ją w dłoń i stanęła obok różowowłosego.
- Jestem gotowa - powiedziała cicho.
[zt]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tetsu
Samotnik
avatar

Liczba postów : 42
Join date : 28/06/2015

PisanieTemat: Re: Komnata Urruru   Sro Wrz 02, 2015 5:27 pm

MG

Zamczysko, jakim było Las Noches od zawsze stało przepełnione przeszywającą pustką. Fundamenty zbudowane były wręcz ze strachu i wszystkiego, czym żywiła się ciemność. Trwoga zalewała mieszkańców czymś na wzór powietrza, doprowadzając do obłędu. Takim stanem zazwyczaj kierowali się Puści. Bestie, które żądne były jedynie krwi swoich ofiar. Żywiły się padliną, ale często nie czekały, aż sama się napatoczy tylko wybierały swoją ofiarę i jadły do syta. Nieprzyjemny był to widok nawet, jak na nich. Przetrwanie zapewniało im dalsze życie, a życie doprowadzało do ewolucji. Rozwijające się istoty powoli zaczęły panować nad instynktami, zaczęły stawać się rozumne. Lecz najważniejsze zaczęło się tuż na początku.
Była to zwykła, jak wiele przemiana. Kolejne przejście, chociaż ze skutecznością eliminowane przez stronę dobra. Niewiele dusz przechodziło na stronę Pustych, aczkolwiek zdawało się ich być całe stada, które udawały się do Świata Żywych, aby zaspokoić pragnienie głodu. To właśnie tam w odosobnieniu pewna mała dziewczynka przerażona była własną sytuacją. Ni stąd ni zowąd świat zawalił się na głowę i postawił przed ciężką sytuacją. Nibym za sprawą tajemniczej bariery żaden dźwięk nie wydawał się już ten sam, ni smak, ni emocje. Nie trwało to długo, jednakże bolało okropnie. Taką cenę zapłaciła, żeby uwolnić się z łańcuchów. Pomyliła się bardzo, myśląc że są to jej okowy. Stało się najgorzej, jak mogło, lecz dziewczynka nie czuła już niczego. Oddalała się w pustce, aż nie ocknęła się w nowym miejscu.

Było zimno, ciemno i w żadnym razie przyjemnie. Jakoś nie musiało wcale przeszkadzać. Krucha istotka obudziła się na wydmie piaskowej, jakby w nowym ciele. Czuła dotyk, była wrażliwa i smakowała właśnie cierpkiego piasku. Gdy raczyła podnieść głowę widok nawet zapierał dech w piersi, a na pewno zaskakiwał. Czerń nieba zlewała się z horyzontem, a dookoła jedynie szerokie rozstaje pustyni. Piasek przelewał się dookoła w bezkres. W pewnym momencie dziewczynce zakręciło się w głowie i mogła nawet sturlać się ze stromej skarpy, jaką była wydma. Stanęła przed kolejnym wyzwaniem, które sprowadziło ją do samego piekła, lecz emocje wspierały ją z każdej strony. Mogła czuć lęk, lecz w nowym wydaniu pasowała do tego miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Urruru
Números
avatar

Liczba postów : 187
Join date : 02/06/2015
Age : 100

PisanieTemat: Re: Komnata Urruru   Sro Wrz 02, 2015 7:36 pm

Urruru po męczącym treningu mogła w końcu odpocząć. Bolało ją właściwie wszystko, ale szczególnie ręce. No bo w końcu trochę się namachała. Stwierdziła, że właściwie nie wyspała się dobrze przed treningiem. Nie była to żadna nowość. W końcu niezbyt dało się określić tutaj czas, więc zazwyczaj spało się tyle ile się chciało. Doczłapała się jakoś do swojego pokoiku. Odłożyła miecz na szafkę, kapelusik rzuciła gdzieś na bok, ściągnęła buty i rzuciła się na łóżko. Sugerowanie, że ktokolwiek w Las Noches ma piżamę. Jak tylko jej twarz poczuła mięciutką poduszkę, miodowe oczki zamknęły się posyłając Urruru w krainę snu. Była naprawdę zmęczona.
W jej głowie zaczęły pojawiać się pierwsze obrazy. Z czerni zaczął wynurzać się jasny piasek. Nie przypominał jednak tego nadmorskiego, składał się z nieco większych kamyczków, które były bardzo kanciate jak na składnik obszernej pustynii. Ogólnie piasek ten nie był przyjemny w dotyku. A niestety czuła go pod swoim ciałem. Dokładniej to na brzuchu, lewym policzku i... kończynach. Otworzyła szybko oczy. Coś tu nie pasowało. Poczuła na ciele powiew zimnego wiatru. Jeszcze niedawno odruchowo chciałaby osłonić oczy ręką... jednak tego typu rzeczy oduczyła się już dawno. Teraz nie przyszłoby jej nawet na myśl, w końcu od dłuższego czasu nie miała tego typu kończyn. Nie pamiętała też, że kiedykolwiek je miała. Szczerze mówiąc to w obecnej chwili obecnej mogła przypomnieć sobie tylko swoje imię.
- Urruru... Marquez...- wypowiedziała na głos. Chciała usłyszeć coś w tej ciszy, która ją otaczała.
Trzeba było wstać, piasek zaczynał być już naprawdę nieznośny. Podniosła się powoli opierając się o swoje osiem kończyn. Potrząsnęła swoją głową, na ile to było możliwe, aby piasek wysypał się spod maski. Od razu lepiej. Mimo wszystko jedną ze swoich chudych nóżek podrapała się jeszcze po lewym policzku... czy tam lewej stronie głowy pod maską. Jak dobrze, że tymi patyczkami mogła dosięgnąć w tą wąską szczelinę. Biały kościopodobny twór był integralną częścią jej głowy, lecz niestety było tam nieco miejsca na piasek. Nic nie jest idealne.
Skupiła swój wzrok na nieprzeniknionej ciemności. Gdzieś tam w oddali piasek szalał na wietrze bardziej niż w innych miejscach. Poza tym nie widziała niczego innego. Poczuła jednak jakieś zawroty głowy. Na szczęście dzięki kształtowi swojemu ciała nie sturlała się ze skarpy, na której stała. A było tu naprawdę stromo. O mały włos, pomyślała. Pewnie znowu piach powbijałby się tam, gdzie nie trzeba. Wszystko mogła zawdzięczać temu, że była pająkiem. Dość sporych rozmiarów jak na stawonoga. I na głowie miała białą maskę z wydatnymi kłami. To akurat mało pajęczo. A przez jej tułów przechodziła dziwna dziura na wylot. Ale o tym teraz nie myślała akurat, bo do głowy przyszło jej inne pytanie.
Gdzie ona właściwie jest? Kilka sekund temu mogła w spokoju patrzeć przed siebie i dopiero teraz zauważyła, że coś jest nie tak? Co to za miejsce? Skąd się tu wzięła? Nie pamiętała kompletnie niczego.
- Urruru Marquez - wypowiedziała ponownie słowa, które pamiętała jako związane bezpośrednio z nią. A może tylko wydawało jej się, że to jej imię? Ruszyła w stronę przeciwną do stromego miejsca. Szła całkiem sprawnie, jakby nie pierwszy raz obsługiwała osiem nóg naraz, jednak nie czuła, jakby akurat w ten sposób poruszała się przed tym jak zemdlała... Czuła jakby coś naciskało w nią. Jakieś uczucia. Ciekawość, chęć poznania, odkrycia czegoś... może sensu w tym wszystkim? Dodatkowo czuła się zagubiona. Nic nie pamiętała. Lęk gościł gdzieś w jej sercu, jednak głęboko. W końcu jak narazie nie było tu niczego co by jej zagrażało. Może tylko nuda. Przyspieszyła kroku. Urodziło się w niej pragnienie spotkania jakiejś żywej istoty. Tyle w niej tego siedziało... że sama nie wiedziała skąd to wszystko. Jednocześnie to było takie nowe. W końcu w swojej poprzedniej postaci była tylko jakimś bezmózgim dementorem. No ale oczywiście tego sobie nigdy nie przypomni.

[Yay, długi post i to w dodatku prawie o niczym ;u; ]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tetsu
Samotnik
avatar

Liczba postów : 42
Join date : 28/06/2015

PisanieTemat: Re: Komnata Urruru   Pią Wrz 04, 2015 4:32 pm

MG

Wciągnięta niczym w nagły wir, Urruru, śniąc na jawie doznawała ponownie swojego wczesnego życia. Początku własnego okaleczenia i zapomnienia przez Świat Żywych, aby stać się częścią wymiaru Pustych, Hueco Mundo. Ta bezkresna pustynia stała się jej domem, lecz ważniejsza była tułaczka, którą to osiągnęła. Zatracone wspomnienia były w istocie jednym z wielu zabiegów pozwalającym duszy przejść z jednego miejsca do wskazanego przez los wymiaru. Nie było innego rozwiązania, jak poświęcenie.
Pajęczyca prędko podniosła się na swoje odnóża. Nadane jej cechy mogła zapewne zawdzięczać różnym tworom wyobraźni małej dziewczynki lub w połączeniu z bezkresną, czarną materią i z rozdarciem na piersi, dokonać potrzebnej sobie ewolucji. Jakby czysto losowej, która nie podlegała prawom natury. Wynaturzona istota miała w sobie więcej ciekawości niż reszta człekokształtnych i humanoidalnych monstrów. Żądne krwi bestie na szczęście nie pojawiały się na horyzoncie. Właściwie to nie było widać żywej duszy, a to stawiało pytanie, jak wielkie jest to miejsce. Czy to w zasadzie zwie się karą za samowolne zerwanie łańcucha? Po chwili dziewczyna mogła tego doświadczyć, przeczucie, że zrobiła coś okropnego. Mimo to nie miała z tym problemu. Świadomość nowego miejsca odgrywała tutaj taką sama rolę, jakby przejechała o jedną stację metra za daleko, nie będąc nigdy w danej okolicy. Kościsto podobne ciało szybko przyjęła, jak swoje, a to na pewno nie koniec odkrywania. Pospiesznie zmierzała w wybranym kierunku. Jakkolwiek by go nie nazwać - północ, południe - zaczynała sprawdzać granice swoich możliwości. Lekkość była bardzo odczuwalna i w granicach wyczucia można nawet pokusić się o dalekosiężne skoki. Tylko, czy pająki skaczą? Czy cokolwiek na tym etapie potrafiła w nowym ciele? To było zagadką. Przemieszczała się, a tereny dookoła nie przejawiały oznaki zmiany. Od czasu do czasu widok przesłoniła jej większa wydma, żeby w dalszej kolejności wyjść na prostą i nie zauważyć wahań terenu. Wtedy też Urruru zahaczyła o coś w piasku. Wystający przedmiot był zaskakująco miękki, a pasek, który mogła pociągnąć odnóżem odsłonił też resztę. Pod odwłokiem pajęczycy światło nocne ujrzał plecak. Poniszczony i zabrudzony przez piasek, w kolorze brązowym. Dziwna rzecz i to pośrodku niczego. Ze środka wystawała podłużna rączka. Na tyle bystre oko dziewczyny mogło pozwolić na przypuszczanie, że coś jeszcze wypełnia skórzany pakunek.
Wtem przestrzeń dookoła przepełnił niespotykanie intensywny pisk. Niby sonar napełniał ośrodki słuchowe, doprowadzając je do stanu krytycznego. Dobiegał z tak daleka, że pajęczycy niewiele groziło, lecz zastanawiało - któż doprowadza do takiego zjawiska. Z oddali buchnęły tumany piasku i trudno było stwierdzić, jak wielkie są, dopóki nie stało się tuż przy stworzonej ścianie kruszywa przepełniającego to miejsce. Nic nie było pewne, lecz instynkt zazwyczaj podpowiadał, że to coś groźnego. W powietrzu czuć było takie sprawy, a bestie zwyczajnie potrafią zwęszyć wylewającą się, jak pot adrenalinę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Urruru
Números
avatar

Liczba postów : 187
Join date : 02/06/2015
Age : 100

PisanieTemat: Re: Komnata Urruru   Pią Wrz 04, 2015 5:15 pm

Forma pajęcza była Urruru całkiem na rękę w takich terenach. Po piasku sprawnie się poruszało na ośmiu kończynach, a w razie zagrożenia, mogła się wturlać w jakiś dołek i lekko wkopać w dół. Jej charakter bardzo pasował do zwierzęcia, którego kształt przejęła. Działała po cichu, w ukryciu, niezauważona przez nikogo. Powoli tkała pajęczyny faktów, które łączyła ze sobą tworząc spójną całość, która pozwalała jej dokonywać dobrych spostrzeżeń w kategoriach naukowych.
Ukulele szła sobie całkiem szybkim krokiem. Pomimo płynności, czasem zdarzyło jej się zahaczyć o własne nogi. Przez ten cały czas zastanawiała się gdzie jest, co ma zrobić i... kim właściwie jest. W pewnym sensie czuła, że to jakieś nowe miejsce, jednak nie mogła sobie przypomnieć niczego. Przez to narastało w niej coraz większe poczucie zagubienia, co w każdej chwili mogło przejść do paniki. Ale nie mogła sobie na to pozwolić. Bo co to da? Chociaż i tak dziwnie jej było odczuwać takie emocje. Zupełnie jakby jeszcze nie dawno nie miała takiej możliwości. W końcu tak właśnie było. W poprzednich stadiach kierowała się instynktem jak zwierzę. Teraz nie mogłaby sobie nawet wyobrazić jak to jest nie mieć w sobie żadnych emocji ani innych myśli.
Starała się iść przed siebie mając nadzieję na ujrzenie czegokolwiek. Niezbyt było to łatwe, przecież nie miała żadnego punktu odniesienia. Teren był czasami nieco "falisty", więc pozwalała sobie na pojedyncze przeskoki. Niestety na podłożu piaszczystym niezbyt dobrze jej to wychodziło.
Szła już jakiś czas, a krajobraz się nie zmieniał. Czy panika już nadchodziła? Pajączek wolał myśleć o czymś innym. Tylko o czym? Skończyły jej się pomysły na to, czym może być to miejsce. Właściwie to miała tylko dwie refleksje na ten temat. Pierwsza dotyczyła porwania. Ktoś ją pozbawił przytomności i zostawił tutaj na pastwę losu. Od uderzenia mogła także stracić pamięć. To było ciekawe rozwiązanie, jednak kto mógł coś takiego zrobić? I dlaczego? Kim była w takim razie i czym sobie na to zasłużyła? Druga opcja była mniej ekstremalna. Po prostu sobie szła, ktoś ją napadł, pobił i straciła przytomność. Tylko wtedy nasuwa się pytanie, co robiła w takim miejscu? Wersja ta była mało wiarygodna.
Wtedy do głowy wpadł jej kolejny pomysł. Może była chora psychicznie? Może co jakiś czas mdlała i budziła się z zanikiem pamięci? I po prostu stwierdziła raz, że fajnie by było iść na pustynię? Tak, to brzmiało wiarygodnie.
Ale jednak dobrze byłoby kogoś spotkać. W tym momencie poczuła, że jedna z kończyn o coś zachaczyła. Zatrzymała się, spojrzała w dół. Jakiś pasek. I nie był z piasku! Wyciągnęła go delikatnie na zewnątrz. Plecak! Poczuła radość i ciekawość. W końcu coś znalazła! W dodatku coś w nim było. Rozchyliła brązowy, podniszczony plecak nóżkami i spojrzała zainteresowana na podłużną rączkę. Spróbowała to wyciągnąć, jednak wtedy usłyszała dźwięk. Jakiś pisk dobiegł z daleka. Automatycznie spojrzała w stronę, z której dochodził. Dodatkowo sypnęło piachem. Na dosyć sporą odległość. Ururu chciała kogoś spotkać, ale na pewno nie kogoś, kto to zrobił. Postanowiła znaleźć jakieś chociażby najmniesze zagłębienie lub dolinkę w tym piachu, wejść tam i lekko wkopać się, oczywiście taszcząc ze sobą plecaczek. Zamierzała tam w spokoju obserwować sytuację. Chociaż skoro byłaby tak lekko zakopana to nie miałaby takiej możliwości... Tak czy inaczej czekałaby na kolejny dźwięk czy inny znak czyjejś obecności.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tetsu
Samotnik
avatar

Liczba postów : 42
Join date : 28/06/2015

PisanieTemat: Re: Komnata Urruru   Nie Wrz 06, 2015 10:54 pm

MG

Zaskakująco dobrze pajęczycy przychodziło poznawanie nowego miejsca. Trudno nazwać tą okolicę miejscem zamieszkania, a bardziej wiecznym pustkowiem do wędrowania. Nie było także żadnych surowców, które pozwoliłyby na budowę własnego schronienia. Także należało martwić się o własną skórę przy pomocy ciała. Puści byli zaskakująco wytrzymali, a to ze względu na swoją strukturę. Pod nią zapewne posiadali organizm, lecz najpierw należało dostać się do niego, nie bez odpowiedniego trudu oczywiście. Niestety Ururru jeszcze niewiele o sobie widziała, lub podejrzewała, lecz nic z tych myśli nie wylewała do skromnie rozwiniętego umysłu.
Mózg pracował wystarczająco dobrze, żeby obserwować i wyciągać wnioski. Bez ryzyka, czy też zwlekania z podjęciem decyzji. Pajęcze nogi prędko wygrzebały w piasku spory lej, w którym można było się schronić. Jeśli dobrze rozumieć sytuacja ta pasowała do tego gatunku i liczne stawonogi wiły sobie wręcz podobne gniazda, żeby łapać ofiary i je zjadać. Lecz tego dziewczyna dowie się znacząco później. Nie czuła jeszcze ani odrobiny głodu, żeby musieć polować. Akcja odgrywała się gdzie indziej. Gdy pole widzenia znacząco się pogorszyło pajęczyca zdana była bardziej na słuch. Jakaś tajemnicza siła nadal wzburzała tumany piachu ku górze. Jakby bez powodu, ale jednak ku konkretnemu celowi. Nie trzeba było czekać dłużej niż kilka minut, żeby sytuacja nie zaogniła się. Niczym burza piaskowa wybuchy zmierzały w stronę naszej bohaterki. Podczas urywanej uderzeniami ciszy można było usłyszeć ryk bestii. Potwora niestety nie było w zasięgu wzroku. Za to ktoś inny przeskoczył tuż nad Ururru. Postać ta była o wiele mniejsza niż pajęczyca. Podobna do człowieka, lecz na wzór Hollowa. W mgnieniu oka, gdy przeleciała dostrzec można było jej charakterystyczną maskę. Spiczasty, długi nos, skośne otwory na oczy i prostokątny na szczękę z ostrymi siekaczami. Ciało okryte było podniszczoną szatą, którą miał przewiązaną w pasie.
- Uważaj! - zakomunikował nieznajomy wyraźnym, szeptliwym głosem. Ułamek sekundy później Ururru wystrzeliła w górę, niczym gejzer, a to za sprawą kolejnego wstrząsu. Dopiero teraz dostrzegła sprawcę całego zajścia. Monstrum odpowiedzialne za ten występek był przerażająco ogromny skorpion, kryjący się pod ziemią. W locie dziewczyna mogła odczuć wyraźną wytrzymałość na uderzenia. Jakby została ledwie podrzucona, chociaż wyraźnie została w podbrzusze. Teraz spadała ze sporej odległości i z uczepionym odnóża plecakiem. Czy miała się czego obawiać? Piach może nie wystarczyć, żeby zamortyzować upadek, w dodatku ten ktoś wyraźnie przemówił, a głos miał tak łagodny, że wydawać się mogło, jakby rozbrzmiewał w umyśle dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Urruru
Números
avatar

Liczba postów : 187
Join date : 02/06/2015
Age : 100

PisanieTemat: Re: Komnata Urruru   Pon Wrz 07, 2015 6:44 pm

Może gdyby nie te dziwne wydarzenia, w końcu zaczęłaby zastanawiać się czym właściwie jest. Czy to w ogóle normalne, że tak wygląda? Jak wyglądają inne istoty? Czy w ogóle istnieją takowe? Takie myśli nagle wlały się do jej główki. Czuła się tym coraz bardziej przytłoczona. Próbowała z pamięci wyciągnąć cokolwiek, jednak nie mogła. Skupiła się więc bardziej. Potrafiła poruszać się, więc już kiedyś chodziła w takiej postaci. Jakimś cudem kojarzyła to miejsce, czy to oznaczało, że już tu kiedyś była? Rzecz trzymaną przy sobie potrafiła nazwać - plecak. Może to kwestia czasu, aż przypomni sobie coś? Może wystarczy, że zobaczy jakieś "nowe" rzeczy?
Zakopała się w piasku. Całkiem jej było tak wygodnie. I co najważniejsze - bezpiecznie. Raczej nikt jej teraz nie zobaczy, jeśli przybyłby z tamtej "dziwnej" strony. Ale to nie miało samych zalet. Otóż niestety sama też nie widziała, co tam się dzieje. Skupiła się więc na dźwiękach. Może ktoś znowu jakoś dziwnie "krzyknie". Albo - cóż za podniecająca myśl - coś powie! Oby tylko było to w jezyku, który zna... O, jakimś cudem wiedziała, że może nie zrozumieć komunikatu. Zapragnęła ponownie powtórzyć sobie swoje imię i nazwisko, ale bała się ryzykować. Trochę głupio tak zakopać się, udawać niewidzialnego, po czym wydać się przez taką dziwną potrzebę.
Usłyszała ryk bestii. A także odgłosy jakichś wybuchów w piasku. Nie wiedziała co zrobić. Zostać tu, czy uciekać. Jeśli wybierze to pierwsze, może czasem zostać zasypana. I mogła się nie odkopać... Wizja ewentualnej śmierci z rąk jakiegoś monstrum wydało jej się lepszą opcją niż powolne uduszenie się pod warstwą tego wstrętnego piachu. Już miała ruszyć, kiedy coś, lub ktoś, przeskoczył nad je głową. Miał dziwną maskę na twarzy...
Powiedział coś do niej.
Poczuła, jakby wszystko stało się jasne. Ale tak naprawdę to niczego sobie nie przypomniała. Po prostu wiedziała, że nie może być tu sama, bo zginie. Chciała ruszyć za postacią, jednak została podrzucona do góry. Serce podeszło jej do gardła (o ile miała w ogóle takie narządy). Dodatkowo zauważyła drugą istotę - olbrzymi skorpion. Był naprawdę duży. Żaczęła żałować, że nie zaczęła uciekać wcześniej. Ale nie czas na to. Zaraz miała spaść. A plecaczek plątał się wciąż przy nóżce. Niezbyt wiedziała, co z tym zrobić. Działo się to tak szybko, że nawet niezbyt miała czas, aby się zastanowić nad ewentalną pozycją do upadku. Kot spada zawsze na cztery łapy, mówią. A pająk? Uczucie tych wstrętnych kamyczków wbijających się w jej ciało nie byłoby najprzyjemniejszą rzeczą.
Kiedy spadała, jej żołądek jakby się skręcił z nerwów, a jednocześnie nie do końca była pewna, czy to na pewno ten narząd. Tak czy inaczej upadła w coś całkiem miękkiego, a na pewno zupełnie innego niż piasek tej pustyni. To było białe... pajęczyna? Nie panując zbytnio nad sobą, stworzyła białą substancję, która wyciekła z jej dziury w tułowiu. Urruru jednak nie zdawała sobie sprawy z tego. Była strasznie ciekawa tego wszystkiego, jednak wiedziała, że nie ma czasu. W końcu olbrzymi skorpion nadciągał! Zachaczyła plecak mocniej o kończynę (o ile tak się dało), po czym spróbowała ruszyć najszybciej jak się da za postacią, która może jeszcze nie zniknęła jej z pola widzenia. Jeśli plecak znacząco będzie spowalniał Urruru - zostawi go. Musi jak najszybciej uciec od skorpiona, żeby móc porozmawiać z nieznajomym. Tak bardzo chciała wymówić swoje imię i nazwisko przy nim.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Komnata Urruru   

Powrót do góry Go down
 
Komnata Urruru
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Reiryoku ::  :: LAS NOCHES :: Komnaty-
Skocz do:  






BlackButler

HogwartDream